Książka „Wrogie przejęcie”, czyli o Kruku i Vistuli jeszcze raz

Kilka tygodni temu mój przyjaciel pokazał mi książkę nieznanego dla mnie autora pod tytułem „Wrogie przejęcie” Jakuba Meresińskiego. Z racji tego, że tytuł wydał się intrygujący i wskazywał, że będzie dotyczył tematyki giełdowej postanowiłem zaryzykować kupno. Jakież było moje zdziwienie, gdy po rozpoczęciu czytania zacząłem mieć wrażenie, że książka opisuje prawdziwą historię.

Książka Jakuba Meresińskiego opowiada o trzech głównych bohaterach – Januszu Sikorskim, Rafale Jurku oraz Panu Szymanowskim. Janusz Sikorski to właściciel rodzinnej firmy jubilerskiej J.Sikorski, Rafał Jurek to kapitalista z krwi i kości, prezes zakładów odzieżowych „Odra”, a Szymanowski to właściciel sieci sklepów. Fabuła książki dotyczy przejęcia rodzinnej firmy Janusza Sikorskiego przez Rafała Jurka, a następnie przejęcia tak powstałej firmy przez Sikorskiego z Szymanowskim. Znajoma historia? A jakże!

Trudno się oprzeć wrażeniu, że Janusz Sikorski to nie kto inny jak Wojciech Kruk, Rafał Jurek to Rafał Bauer, a Szymanowski to po prostu Jerzy Mazgaj. Niestety nie wiem, czy autor rozmawiał z pierwowzorami swoich bohaterów i fabuła książki w dużej mierze opiera się na faktach. Przypuszczam, że pewnie nie i raczej prawdziwa historia jest tylko tłem do przedstawienia uczuć i emocji jakie towarzyszyły tamtym wydarzeniom.

Niemniej jednak historia wrogiego przejęcia firmy W.Kruk jest doprawdy pasjonująca i w okresie tej transakcji nie schodziła z czołówek mediów. Była to swego rodzaju rewolucja, a część komentatorów wskazywała, że mamy kolejny objaw dorosłości naszego rodzimego rynku kapitałowego. Pamiętam wymianę „uprzejmości” pomiędzy Jerzym Mazgajem a Rafałem Bauerem na łamach „Pulsu Biznesu”, kiedy to ten pierwszy nazwał tego drugiego TurboDymoBauerem… :)

Rozpoczynają się wakacje i wszystkim zainteresowanym tematyką giełdową mogę spokojnie polecić książkę Jakuba Meresińskiego. Pewnie jej największy minus jest taki, że jeżeli ktoś zna dokładnie prawdziwą historię to od początku wie jaki będzie finał. Bez wątpienia to trochę zabiera przyjemności z czytania.

Po przeczytaniu książki naszła mnie taka myśl, że fajnie jakby któryś z prawdziwych bohaterów tej historii napisał książkę jak to wtedy było z jego perspektywy. Może zainspirowani lekturą „Wrogiego przejęcia” na to się zdecydują. Tego życzę przede wszystkim fanom literatury z giełdą w tle.

Kamil Gemra