Komedia o napadzie na bank

Na jakie przestępstwo przeciętny mieszkaniec Ziemi najłatwiej przymknąłby oko? Daję głowę, że – przy najmniej od upadku Lehman Brothers – na napad na bank. Dlatego widzowie bez wyrzutów sumienia zaśmiewają się do łez podczas najnowszego spektaklu warszawskiego Teatru Komedia.

– Jest pan przestępcą? To świetnie, ma pan doskonałe kwalifikacje, by znaleźć u nas pracę – dowiadujemy się w Citibanku (zakładam, że zbieżność nazw przypadkowa).

To jeden z cytatów sztuki „Komedia o napadzie na bank”, choć mocniej utkwił mi w pamięci ten prezesa banku „…pofatygowałem się do was autobusem, jak jakiś komunista” (z dedykacją dla Rafała Wosia;).

Akcja rozgrywa się ponad pół wieku temu, gdy zarówno o przekrętach w Lehman Brothers i spółce, jak i tym bardziej o bitcoinach nie było mowy. Ludwik Węgierski (to chyba wątek polski w sztuce) powierza lokalnemu bankowi bezcenny diament. No i się zaczyna – połączenie Ocean’s Eleven z Braćmi Marks i Monthy Pythonem, jak słusznie czytamy w zapowiedzi spektaklu.

Dla mnie przedstawienie miało jeszcze jeden walor sentymentalny. Ćwierć wieku temu, dzięki Tomaszowi Dutkiewiczowi, reżyserowi „Napadu”, zarobiłem na deskach pięknego Teatru Polskiego w Bielsku-Białej pierwsze pieniądze. Do dziś pamiętam, jak smakowało 6 zł za występ i 3 zł za próbę…

ps. Sztuka od lat 15, ale byłem nań z 10-letnim synem. Śmiał się często i na szczęście niektórych dowcipów jeszcze nie rozumiał 😉

Przemek Barankiewicz
Przemek Barankiewicz