Łotrzykowski skok na kasę

To tylko skok na kasę – takie komentarze pojawiły się jeszcze przed premierą nowej historii z „Gwiezdnych wojen”. I rzeczywiście, „Łotr 1” może rozbić bank, ale przede wszystkim, podbije serca widzów.

Łotr 1 Gwiezdne wojny

 
Obawy fanów „Gwiezdnych wojen” genezą sięgają roku 1999, kiedy to George Lucas pokazał światu „Mroczne widmo” i co gorsza, nie poprzestał na tym, serwując nam jeszcze „Atak klonów” i „Zemstę Sithów”. Wszyscy, dla których „Nowa nadzieja” z 1977, „Imperium kontratakuje” z 1980 i „Powrót Jedi” z 1983 były świętością, otrzymali cios, po którym trudno się było pozbierać. Dlatego przed „Przebudzeniem Mocy” pod koniec ubiegłego roku, atmosfera była napięta. Zadawaliśmy sobie pytanie, jak bardzo J.J. Abrams może zepsuć „Gwiezdne wojny”? Obawy rozwiały się po kilku minutach seansu, Abrams wskrzesił Moc a zachwytom nie było końca.

Do chwili, kiedy pojawiła się informacja o „Łotrze 1. Gwiezdne wojny – historie” (swoją drogą dyskusja o potrzebie lub jej braku na tłumaczenie nazwy statku Rogue One też była gorąca). Czy potrzebujemy filmu, który odbiega od głównego wątku fabuły, robiąc dygresyjny krok w bok? Czy to nie jest tylko skok na kasę i psucie misternej, kruchej konstrukcji?

Otóż nie! „Łotr 1” ma ten sam klimat, estetykę, dramaturgię, a przede wszystkim znaczenie, co 7 głównych części. Trzeba pamiętać, że to nie jest 8. część „Gwiezdnych wojen”, lecz rozwinięcie wątku pobocznego. Stąd ważna jest chronologia – w tej historii Imperium dopiero zbudowało Gwiazdę Śmierci – niszczycielską, kulistą stację kosmiczną, mającą uzbrojenie zdolne do zniszczenia całej planety jednym strzałem i prowadzi pierwsze próby. Księżniczka Leia i Luke Skywalker jeszcze się nie spotkali, lord Darth Vader jeszcze nie wypowiedział swojej najsłynniejszej kwestii „Luke, I am your father”, Han Solo jeszcze się nie zakochał, a roboty C-3PO i R2 D2 nie mają do wypełnienia żadnej misji.

W „Łotrze 1” (ja jestem z obozu tych, co uważali, że tej nazwy nie należy tłumaczyć), dowiadujemy się kto skonstruował Gwiazdę Śmierci i jak to się stało, że Rebelia poznała tajemnicę konieczną do jej zniszczenia. Główną postacią jest Jyn Erso, córka inżyniera, która osierocona w dzieciństwie (tak, to prawda, Galaktyka w Gwiezdnych wojnach pełna jest porzuconych dzieci i sierot), wyrasta na buntowniczą dziewczynę, która jednak ma znaczenie dla Rebelii. Wyciągają ją z więzienia, gdzie trafiła za łamanie prawa Imperium i starają się za jej pośrednictwem dotrzeć do ekstremisty Saw Gerrery, a także do jej ojca. To, czego dowie się o swoim ojcu dziewczyna oraz jej determinacja, by oczyścić jego dobre imię, zmieni bieg historii i da Rebelii narzędzie do skutecznej walki z Imperium.

Fabuła ma zachowany balans między tym, co podniosłe i dramatyczne a subtelnym dowcipem. Robot K-2SO, zgodnie z konwencją Gwiezdnych wojen, posiada wyrazistą osobowość i jego reakcje są głównym powodem, dla którego sala kinowa parska śmiechem. Wokół Jyn Erso gromadzą się ciekawe postaci, a każda z barwną przeszłością. Na ekranie pojawiają się szturmowcy i machiny kroczące At-At, a co najważniejsze – lord Darth Vader.

Nawet jeśli obliczony tylko na zysk, „Łotr 1” to kawał świetnego kina, z wysoko zawieszoną poprzeczką. Bardzo polecam, nie tylko fanom Gwiezdnych wojen.

Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie, reż Gareth Edwards, USA 2016

Izabela Matjasik
Izabela Matjasik