Miłość i kapitalizm, czyli jak dopasować kwiatek do kożucha

Kapitalizm ma jedną zasadniczą wadę – ściera się z ludzkim pragnieniem stabilizacji i pewności. Zwłaszcza dziś, gdy tzw. wyścig szczurów postępuje wraz z propagowanym przez popkulturę konsumeryzmem i rozwojem standaryzowanych usług. Romantyzm z kolei, który pod wpływem popkultury identyfikujemy poprzez intymność oraz spędzanie długich, beztroskich dni w otoczeniu przyrody, najlepiej wodospadów albo gwiaździstego nieba, nie bardzo do niego pasuje. Co z tym fantem zrobić? Jak dopasować kwiatek do kożucha?

W związku ze stale rosnącym tempem życia brakuje czasu na poważniejsze refleksje i wyrobienie sobie własnego zdania w kwestiach dotyczących nawet podstawowych dziedzin życia. Właśnie dlatego media mogą pełnić rolę rządu dusz, czy jak kto woli, czwartej władzy. Stąd też bierze się większość stereotypów, bardzo często zresztą nieprawdziwych.

To oczywiście truizm. Szczególnie interesujące są jednak w tym kontekście przypadki dwóch dominujących idei naszych czasów, postrzeganych przez większość ludzi przez pryzmat tego, co na przestrzeni lat kreowano w sztuce, a zwłaszcza w Hollywood. Mianowicie miłości i kapitalizmu – pojęć, które przez media i popkulturę zostały wypaczone chyba najbardziej.

Nie poruszałbym tego tematu, gdyby nie jego brzemienny w negatywne skutki wpływ na życie wielu współczesnych ludzi. Ci bowiem coraz częściej bywają sfrustrowani, a nawet zdesperowani, nie mogąc sprostać nierealistycznym wyobrażeniom i oczekiwaniom.

Zacznijmy od kapitalizmu. Jego obraz, który mamy w głowach został przez literaturę, kino i inne sztuki wizualne zniekształcony do tego stopnia, że nie ma już wiele wspólnego z rzeczywistością. Bo to, że opiera się on na chciwości oraz idącym z nią w parze wyzyskiwaniu prawdą nie jest. Tak chcą go widzieć przede wszystkim nieumiejący odróżnić młotka od hebla rzecznicy klasy robotniczej, którzy w świecie szeroko rozumianej kultury – jak się przynajmniej zdaje – akurat dominują.

Co zaś do miłości – z różnic w sposobach, w jaki ludzie okazywali sobie uczucia na przestrzeni wieków można wywnioskować, że wpływ na to miały obowiązujące w danym czasie dyktaty mody. Ludzie po prostu je przyjmowali i masowo wprowadzali w życie. François de La Rochefoucauld, francuski pisarz i badacz ludzkiej natury stwierdził w związku z tym nawet, że istnieją ludzie, którzy nigdy by się nie zakochali, gdyby nie usłyszeli, że istnieje taka rzecz jak miłość.

I nie byłoby pewnie w tym nic złego, gdyby nie skutki uboczne, jakie się z takim bezpośrednim wpływem popkultury na codzienne życie wiążą. Wzorce romantycznych historii, do których wszyscy mimowolnie się odwołujemy pozostają przeważnie – co tu dużo mówić –  nierealistyczne. Cierpią przez to nasze relacje. Te nie opierają się bowiem na „uduchowionych” dyskusjach na temat nawet najbardziej prozaicznych rzeczy, tak jak to wymarzyła sobie pani Bovary. Albo tak jak przedstawił to Richard Linklater w świetnym skądinąd filmie „Przed wschodem słońca”.

Po całym dniu czy tygodniu ciężkiej pracy nasze myśli krążą wokół trosk i obowiązków. Dlatego nie mamy często ochoty na nic poza odpoczywaniem w milczeniu bądź rozmawianiu jedynie o tym, co ważnego lub irytującego wydarzyło się w pracy. Tak przynajmniej twierdzi Alain de Botton, autor nieromantycznej powieści miłosnej pt. „The course of love”. I chyba się nie myli.

Jego teza dobrze wpasowuje się bowiem w badania nad… cyklami koniunkturalnymi w związkach, czyli wahaniach uczuć podczas ich trwania. Otóż – co wynika z badań – ich przebieg podobnie jak rozwój gospodarczy cechuje pewna cykliczność. Wzorcowy cykl składa się zaś z czterech podstawowych faz. Ożywienia, w którym czas wypełnia utrzymywanie długotrwałego kontaktu wzrokowego, trzymanie się za ręce, kwiaty, kino, kawiarnie oraz nieustające „ochy” i „achy”. Rozkwitu, w której to fazie do związku wkrada się już rutyna. Kryzysu, kiedy to marzenia spotykają się twardą rzeczywistością i pojawiają się rozczarowania. Oraz depresji, podczas której wyciągana jest nauka z występującego we wcześniejszej fazie zderzenia oczekiwań z rzeczywistością.

Długość trwania cyklu różni się oczywiście w zależności od konkretnego związku. Nie wszystkie przechodzą pełny cykl. Najwięcej z nich kończy się w fazie kryzysu, nie dożywając okresu depresji. W ostatnich latach cykle w związkach stają się coraz krótsze, kryzysy natomiast coraz częstsze i głębsze. Jak się wydaje, częścią winy za taki stan rzeczy należy obarczyć z jednej strony popkulturę kreującą nierealistyczne wyobrażenia o normalnym życiu, z drugiej zaś coraz to bardziej konkurencyjne, a co za tym idzie i stresujące środowisko pracy.

Cóż, kapitalizm ma jedną zasadniczą wadę – ściera się, jak zauważył niegdyś Alan Greenspan, z ludzkim pragnieniem stabilizacji i pewności. Zwłaszcza dziś, gdy tzw. wyścig szczurów postępuje wraz z propagowanym przez popkulturę konsumeryzmem i rozwojem standaryzowanych usług. Romantyzm z kolei, który identyfikujemy głównie poprzez intymność oraz spędzanie długich, beztroskich dni w otoczeniu przyrody, najlepiej wodospadów albo gwiaździstego nieba, nie bardzo więc do niego pasuje.

Co z tym fantem zrobić? Jak dopasować kwiatek do kożucha? Po pierwsze przestać patrzeć na cienie rzeczywistości na ścianie. Wyjść z jaskini (co nie oznacza oczywiście rezygnacji z półmroku i świec). Tak poradziłby Platon, gdyby żył.

Michał Wołangiewicz