Moana jest hitem, Vaiana też daje radę

Nowa disneyowska produkcja ze studia Pixar, tytułowana inaczej w Europie niż USA, już została ogłoszona wielkim hitem. Choć treściowo wypada ciut gorzej niż jej wielka poprzedniczka „Kraina Lodu”.

Disney Animations

87 milionów dolarów – to kwota na liczniku „Moany” odnotowana do 29 listopada czyli po niespełna tygodniu wyświetlania filmu. Na jej większą część, bo aż 83 proc. zapracowały kina w USA, gdzie była największym hitem długiego weekendu, otwartego Świętem Dziękczynienia.

W Polsce zdecydowanie przegonił ją film dla dorosłych „Pitbull” oraz prequell Harrego Pottera „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”.

Kinowe filmy dla dzieci oglądam regularnie od 8 lat, towarzysząc przy ekranie mojej córce i z zaciekawieniem obserwuję trendy, jakim ulegają. Celowo rozróżniam je od filmów telewizyjnych, bo tu sytuacja jest już różna.

Większość kinowych trendów w animacji bardzo mi pasuje. Jest coraz ładniej – animacja, zwłaszcza ta, gdzie producent nie oszczędza, jest coraz lepsza; coraz ciekawiej – fabuły bardzo często są lepiej konstruowane niż w filmach dla dorosłych; jest coraz bardziej muzycznie. Tak proszę państwa, musical bowiem czyli niegdysiejsza forma rozrywkowa dla dorosłych właściwie przeniósł się dziś zupełnie do filmów dla dzieci. I ja nie narzekam.

W „Moanie”, po polsku zwanej Vaianą, z uwagi na prawa włoskiej gwiazdy porno do tego imienia – trendy te widać jak na dłoni. Jest naprawdę ładnie, naprawdę profesjonalnie i naprawdę dobrze muzycznie. Zwłaszcza świetnie to wygląda w polskiej wersji językowej, do której – i to kolejny ciekawy trend – również nie zatrudniono wymyślnych gwiazd, ale po prostu utalentowanych aktorów.

Jednym z nich okazał się Igor Kwiatkowski z kabaretu Paranienormalni, rozpoznawalny wśród szerszej widowni jako „Mariolka”. Zadanie miał niełatwe, bo w amerykańskiej wersji „jego” postać czyli półboga Maui gra sam Dwayne Johnson, czyli słynny The Rock – najlepiej zarabiający aktor świata, zaczynający jako zawodnik wrestlingu. Mimo tak charakterystycznego pierwowzoru Igor Kwiatkowski poradził sobie moim zdaniem znakomicie, nawet prześcigając w jakości wykonania Dwayne’a Johnsona. Co zaskoczyło mnie najbardziej – „Mariolka” naprawdę potrafi śpiewać! Świetnie słychać to choćby w popularniejszej piosence po polsku trafnie przetłumaczonej jako „Drobnostka” (am. „You’re Welcome”).

Samą tytułową Vaianę (Moanę) w polskiej wersji gra aktorka teatru muzycznego Roma Weronika Bochat, której powierzono zarówno wykonania piosenek jak i podkład głosu w dialogach. W zestawieniu z głosem Igora oraz charakterem postaci Mauiego, który towarzyszy jej w fabule – brzmi fantastycznie!

Fabuła filmu to pokrótce historia samotnej wyprawy nastolatki z jednej z wysp Oceanii, która chcąc ocalić wyspę przed skutkami klątwy bogini Te-Fiti, zabierającej źródła pożywienia, wyprawia się w samotny rejs, wbrew woli ojca. Jej zadanie to najpierw znaleźć półboga Mauiego, który onegdaj pozbawił Te-Fiti jej serca, a potem nakłonić go do oddania serca bogince.

Innymi słowy – taka trochę zwykła przygodówka oparta na egzotycznym dla Polaków micie z Polinezji.

Mnie właśnie ta „zwykła przygodówkowość” uwierała najbardziej, bo „Kraina Lodu” (2014) czy „Zaplątani” (2010) przyzwyczaiły nas już do ciekawych, mądrych i zaskakujących morałów z najnowszych filmów Disneya. „Vaianę” na pewno świetnie ogląda się zimą, bo jej kolory i naprawdę wysoka jakość animacji cudownie odrywają od błotnisto-szarego anturażu lodowatej Polski i przenoszą nad turkusowe wody ciepłych mórz. Świetnie się jej słucha bo wszystko jest zabawnie i dobrze zagrane, dobrze napisane muzycznie i dobrze zaśpiewane. Ale naprawdę szkoda, że nie ma zaskakującego morału z ciekawym przesłaniem.

Na koniec o ostatnim zauważonym przeze mnie trendzie animacji Disneya, widocznym też w Vaianie: dziewczyny górą! Cały XX wiek rządzili w morałach panowie: ratowali księżniczki, zbawiali świat i siebie, byli dzielni, nieustraszeni i odważni. W XXI wieku rządzą panie. Są samodzielne i wytrwałe jak Roszpunka, uczą się pokory w niezależności jak Merida Waleczna i zupełnie nie potrzebują księcia do ocalenia siebie lub świata – wystarczy siostra („Kraina Lodu”).

„Moana”/”Vaiana” nie jest gorsza, bo przy jej boku nawet na chwilę nie pojawia się sympatyczny młodzieniec. Losy świata bierze na siebie zupełnie sama. Ale po odpowiedź, jak na tym wychodzi, musicie udać się do kin.

Anna Druś
Anna Druś