Nadchodzi halloweenowa schizofrenia

Wielkimi krokami nadchodzi Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny, a ostatniego dnia października – Halloween. Moje córki od kilku tygodni przygotowują zabawę na poddaszu: kupują sztuczne pajęczyny, pająki, cukierki przypominające gałkę oczną albo zęby wampira, pokrwawione topory, świecące w ciemnościach duchy. Ich fantastyczna nauczycielka od dodatkowego angielskiego już udekorowała salę i młodsza córka recytuje „Treat or trick, give me something good to eat, if you don’t, I don’t care, I’ll put down your underwear”.

Jak co roku usłyszymy w kościele ostrzeżenie księdza, żeby żadnych halloweenowych zabaw nie urządzać. Jeśli ksiądz będzie miał lepszy humor, powie tylko o aktach chuligaństwa, do których wędrująca po domach młodzież dopuściła się w zeszłym roku (np. posmarowano klamkę klejem). Jeśli będzie w gorszym humorze, pewnie nastraszy dzieci historiami o czyhającym na ich dusze szatanie. To samo dziewczynki usłyszą w szkole.

W domu powiemy im o Dziadach i o czczeniu zmarłych przez Słowian nawet kilka razy do roku, co zmusiło Kościół do zaakceptowania tradycji i wyznaczenia 2 listopada na Dzień Zaduszny, w którym wyznajemy wiarę w życie po śmierci. Czyli w to samo, co te kilkanaście wieków temu poganie. Oni urządzali uczty dla zmarłych i zostawiali im otwarte furtki czy okna, żeby się posilili, a także zapalali ognie, by się ogrzali. My postawimy świeczki na grobach.

Bo 2 listopada to tak samo przejęte przez Kościół pogańskie święto jak Boże Narodzenie wyznaczone w okolicach Godowego Święta (21-22 grudnia, przesilenie zimowe) czy Wielkanoc, która przypada na pierwszą niedzielę po równonocnej pełni księżyca, czyli tak samo, jak dawne Jare Gody.

A zabawa halloweenowa jest tak samo niebezpieczna jak czytanie Harry’ego Pottera – nie wiedzieć, czemu groźniejszego niż Pan Kleks czy chodzenie w ubraniach z Hello Kitty (niektórzy księżą wierzą, że… twórca miłego kotka bez ust to ojciec chorej na raka krtani dziewczynki, który zaprzedał diabłu duszę, a w rzeczywistości Hello Kitty wymyśliła kobieta, która nie miała dzieci, rak krtani to przypadłość palaczy, a cała historia to pewnie czarny PR konkurencji).

Jak zwykle powiemy dzieciom, że w zabawie w Halloween nie ma nic złego, a ludzie, którzy wystawiają dynie ze świeczkami, nie wzywają Złego. Ot, zwykła katolicka schizofrenia.

Małgorzata Grzegorczyk
Małgorzata Grzegorczyk