Największe ciacho polskiego biznesu

Walentynki, święto zakochanych. Także moje. Od wielu miesięcy pałam platoniczną miłością do jednej osoby.

Żeby było jasne – wybrańca wskazałam drogą wielostopniowej selekcji. Negatywnej. Odrzuciłam niskich (wiadomo). Potem tych nieinteligentnych (to jeszcze gorsze niż bycie niskim). Następnie biednych, niedoświadczonych, za starych, za młodych, bez poczucia humoru. Mało znanych (tego nie znoszę). No i brzydkich. Został jeden.

Ale przed coming outem postanowiłam się, jeszcze upewnić, że nie jestem sama.

Czyli miałam rację – tylko Marek Belka. Wiem, wiem – zna Jennifer Lopez, a mnie jeszcze nie, ale do końca kadencji w NBP to musi się zmienić. Zresztą, moje uczucie nie jest przelotne. Pojawiło się już wiele miesięcy temu. 1 maja (przypadek) na swoim Facebooku pisałam tak:

Zakochałam się! Wybraniec? Marek Belka, szef NBP.
Nie, nie za walory fizyczne, znane m.in. z taśm prawdy.
Za inteligencję, elokwencję i szczerość.
Dowody? Posłuchałam przemówienia mojego wybranka na konferencji Pulsu Biznesu
i drżącą ręką spisałam najważniejsze cytaty:

1) Polityka to nie sztuka robienia, ale mówienia o tym, co się będzie robić (…) i tak wszyscy zapomną sprawdzić

2) Zostałem prezesem NBP i po raz pierwszy mogę pomyśleć, ale i tak nie mogę mówić, co myślę

3) po pobycie w MFW nikt mi nie powie, że kapitał nie ma narodowości i takie tam bzdury

4) pracoholizm jest najgorszą chorobą – trzeba się umieć wysługiwać innymi ludźmi

Całość boskiego przemówienia

Wnętrze to jedno, ale styl zewnętrzny też do mnie mocno przemawia. Tu w mojej ulubionej marynarce, po jednym z posiedzeń RPP:

belka

Wiem, że w Polsce może są i bogatsi bankierzy. Rozważałam nawet tego z rządu. Jeszcze niedawno zarabiał dużo więcej niż mój bohater. Ale nie wchodzi w grę. Za duże ryzyko, że przy kolacji poprosi Cię, byś zrezygnowała dobrowolnie z drugiego tiramisu. Bo już jedno zjadłaś i wystarczy. Nie, kur.., nie wystarczy!

rynki

 

Rynki Blondynki
Rynki Blondynki