Niewygodna prawda

To film porównywalny do „Spotlight” i „Big Short”, ale nie tak promowany. Trzeba się postarać, żeby obejrzeć go na dużym ekranie, bo nie w każdym kinie jest wyświetlany. A bardzo szkoda byłoby go przegapić.

"Niewygodna prawda", materiały prasowe

 

Film powstał na podstawie pamiętników Mary Mapes, byłej producentki telewizyjnej, która w 2004 roku straciła pracę przez materiał na temat rzekomego migania się w młodości od służby wojskowej i wyjazdu na wojnę w Wietnamie George’a W. Busha. Akurat był rok 2004, nastał czas wyborczy, Bush walczył o reelekcję, a informacja o tym, że nie wykazał się wolą walki za swój kraj mogłaby mu poważnie zaszkodzić. Przyglądamy się od kulis pracy dziennikarzy – od wyboru tematu, dotarcia do źródła informacji, przez skompletowanie zespołu, zbieranie materiałów, ich weryfikację, po proces zatwierdzania. Śledzimy uważnie wszystkie etapy pracy i przeżywamy z dziennikarzami krótką chwilę triumfu. A potem schodzi prawdziwa lawina. Zaczyna się od zarzutu, że dokumenty, którymi posługują się dziennikarze, są sfałszowane. Potem podważana jest wiarygodność świadków, a w następnej chwili dziennikarze śledczy stają się przedmiotem śledztwa specjalnej komisji.

Zastanawiałam się, dlaczego nie można znaleźć tego filmu w repertuarze każdego kina. Na pewno nie ze względu na obsadę. Oprócz żywej legendy – Roberta Redforda, który gra również legendarnego prezentera Dana Rathera, w głównej roli Cate Blanchett, partnerują jej Bruce Greenwood, Dennis Quaid, Stacy Keach, a z młodszego pokolenia Topher Grace (znany jako Eric z serialu komediowego „Różowe lata 70-te”) i Elisabeth Moss, gwiazda serialu „Mad Men”.

I na pewno nie dlatego, że film jest słaby. Mogła o tym zadecydować tematyka. Pedofilia („Spotlight”) czy ogólnoświatowy kryzys gospodarczy („Big Short”) to tematy uniwersalne, dla widza w każdym kraju. Ale czy w Polsce będziemy się ekscytować tym, czy któryś z byłych prezydentów USA unikał służby wojskowej? Sęk w tym, że to nie jest najważniejsze. Ważne jest to, jakie problemy film porusza. A tu mamy wiele kwestii – polityka a media, kondycja dziennikarstwa, rosnąca siła internautów/blogerów, oraz mechanizmy walki medialnej. Monolog Mary Mapes (Cate Blanchett) przed Komisją, gdy mówi o tym, w jaki sposób walczy się z niewygodnymi informacjami, jest niepokojąco aktualny i prawdziwy. Zaletą „Niewygodnej prawdy” jest też to, że każdy może wyrobić sobie własne zdanie o tym, czy dziennikarze wykonali starannie swoją pracę i czy kierowało nimi coś więcej niż tylko chęć dotarcia do prawdy.

Nie można też nie zwrócić uwagi na klamrę, jaka spina temat dziennikarstwa śledczego w karierze aktorskiej Roberta Redforda. Od „Wszystkich ludzi prezydenta” minęło 40 lat! Redford grał tam młodego dziennikarza Boba Woodwarda, pracującego z Carlem Bersteinem (Dustin Hoffman) nad ujawnieniem afery, która pogrążyła prezydenturę Richarda Nixona. Teraz zagrał prezentera wieczornych wiadomości, doświadczonego, szanowanego, żywą legendę dziennikarstwa. Symboliczna jest scena w samolocie, gdy mający status guru dziennikarstwa Dan Rather dosiada się do młodego dziennikarza Mike’a Smitha, by porozmawiać o pracy. Reakcja młodzieńca to nie tylko gra aktorska – Topher Grace reaguje jak każdy młody człowiek, który spotyka swojego idola, w tym przypadku Roberta Redforda.

„Niewygodna prawda”, reż. James Vanderbilt, Australia, USA 2015. 

Izabela Matjasik
Izabela Matjasik