Opowieść o miłości i mroku

Niezwykle trudno przetłumaczyć język powieści na język filmu, zwłaszcza emocje, atmosferę, tęsknotę, które pisarz nakreśla słowami. Natalie Portman udało się to w sposób mistrzowski, co jest tym bardziej godne podziwu, że „Opowieść o miłości i mroku” jest jej debiutem reżyserskim.

Opowieść o miłości i mroku - materiały prasowe

 

Natalie, w której wszyscy zakochaliśmy się od jej pierwszego występu na dużym ekranie w „Leonie zawodowcu”, gdy miała 12 lat, jest już laureatką Oscara za najlepszą rolę pierwszoplanową w „Czarnym łabędziu” (z 2010). Lista tytułów w jej filmografii, jak i lista nominacji i nagród, jest imponująca, jeśli się pamięta, że aktorka całkiem niedawno przekroczyła 30-tkę. Jak każdy ambitny aktor i aktorka, zwróciła się do reżyserii i od razu skoczyła na głęboką wodę, pokazując, że jest świetna we wszystkim, co robi. Ten film to także hołd, jaki oddała własnemu dziedzictwu – sama urodziła się w Jerozolimie, w żydowskiej rodzinie.

Sięgnęła po pamiętniki Amosa Oza, tworzącego w języku hebrajskim, i napisała scenariusz na podstawie jego autobiografii. Skupiła się na latach 1945-47. Kilkuletni Amos mieszka z rodzicami – Fanią i Arieh – w Jerozolimie. To czas kształtowania się państwa izraelskiego, II wojna światowa nie kończy się dla dotkniętych traumą Holokaustu ludzi, ale przechodzi w inny rodzaj wojny, rzeczywistość jeszcze długo ma nie dorastać do ich marzeń o własnym państwie i życiu w pokoju. Amos patrzy na świat oczami dziecka, które jest kochane, ale nie ma poczucia bezpieczeństwa nawet w bezgranicznej miłości, jaką obdarza go matka. Fania jest emigrantką z Równego na Ukrainie, jej idylliczne dzieciństwo, zakończone ucieczką tuż przed pogromem Żydów, wydaje jej się snem. Kobieta opowiada wieczorami synowi historie, pozwalając mu je współtworzyć, ale z czasem każda z tych opowieści staje się coraz bardziej mroczna i coraz częściej kończy się samobójczą śmiercią. Potem pojawiają się niekończące się migreny i depresja. Dzieciństwo Amosa naznaczone jest poczuciem nostalgii, tęsknoty, wiszącym nad ludźmi fatum i przeczuciem śmierci.

Zdjęcia do filmu (za kamerą stał nasz znakomity rodak, Sławomir Idziak, co daje gwarancję ich jakości) trwały zaledwie 40 dni. Sceny kręcono w Jerozolimie, Tel Awiwie, Bet Nir, Chuldzie i nad rzeką Jordan. Wszyscy aktorzy mówią po hebrajsku, czasem na ekranie pojawia się narrator – Amos Oz w wieku, w którym mógłby być już ojcem swej zmarłej w 38. roku życia matki.

Trzeba pamiętać, że to nie jest film, który dostarcza rozrywki. Jest tak bardzo zbliżony po literatury, jak tylko to możliwe. Nie ma emocji na wysokim C, nie ma dramatycznych zwrotów akcji, to co ważne jest w sferze skrywanych uczuć i tajemnicy duszy, która boli. Jeśli więc oczekujemy od kina wartkiej akcji i łatwego odbioru, lepiej wybrać z repertuaru coś innego. Jeśli jednak cenimy piękno zdjęć, atmosferę i labirynt emocji – ten film warto zobaczyć.

„Opowieść o miłości i mroku”, scenariusz i reżyseria Natalie Portman, na podstawie prozy Amosa Oza, Izrael 2015

Izabela Matjasik
Izabela Matjasik