Beksińskich portret intymny

O tym filmie mówi się od wielu tygodni, zawsze w superlatywach. Na Festiwalu Filmowym w Gdyni „Ostatnia rodzina” otrzymała nagrody zarówno od krytyków, jak i publiczności. I mimo że jeszcze mało kto widział „Powidoki”, już trwa dyskusja, dlaczego to one, a nie film o Beksińskich, są naszym kandydatem na Oscara.

Ostatnia rodzina - materiały prasowe

 

 

Film skupia się na ostatnich 30 latach życia Zdzisława Beksińskiego, choć trudno powiedzieć, by to on był tu główną postacią. W 1977 roku pięcioosobowa rodzina Beksińskich – Zdzisław, jego żona Zofia, ich syn Tomasz oraz dwie babcie przeprowadzają się z Sanoka do Warszawy, do blokowiska na Służewie. W czteropokojowym mieszkaniu zostaje starsze pokolenie, syn Tomasz dostaje własne w osobnym bloku. Od początku widać, że rytm życia rodziny wyznaczają nastroje i ataki furii jedynego dziecka Beksińskich. Gdy się długo nie odzywa, idą sprawdzić, czy wszystko u niego w porządku, gdy on przychodzi do nich, wszyscy chodzą na paluszkach, by nie sprowokować wybuchu. Babcie wypatrują wnuka z niepokojem, a gdy pojawia się na horyzoncie, wszczynają alarm, ostrzegając domowników. Tomasz Beksiński jest jak zwiastun burzy, terroryzuje rodzinę nie tylko atakami agresji, ale i stałą groźbą samobójstwa.
Zupełnym przeciwieństwem są jego rodzice. Zdzisław i Zofia wydają się uosobieniami łagodności i bezwarunkowej miłości. Choć nie są typowym małżeństwem, a Beksiński wbrew aparycji dobrodusznego wujaszka, nie jest zwyczajnym mężczyzną. Ma swoje dziwactwa i nie chodzi bynajmniej o niepokojące w wymowie obrazy, które tworzy. Obsesyjnie rejestruje życie swojej rodziny, w szczególny sposób reaguje na śmierć bliskich.

Słyszałam już krótkie podsumowanie, że to jedyny film o malarzu, w którym malarz nie trzyma pędzla w dłoni. To akurat nie jest prawda. Beksiński spędza w pokoju, który jest jego pracownią, większość czasu, poplamiony fartuch i pędzle, to jego atrybuty. Jest też sekwencja pokazująca jak powstawały jego dzieła, seria zdjęć ułożona w prosty time lapse. Poza tym, obrazy porozwieszane są w każdym pomieszczeniu, nawet na drzwiach łazienki. Nierealne, mroczne, niepokojące, czasem przerażające, kontrastują z wnętrzem mieszkania w bloku z wielkiej płyty, wyłożonego drewnianą boazerią. Ale też w pewien sposób korespondują z historią mieszkańców.

Czy to była rodzina w jakiś sposób naznaczona rodzajem sztuki Zdzisława Beksińskiego? A może bardziej niż obrazy Zdzisława, rodzinę dotknęła niestabilność emocjonalna i psychiczna syna? Na to pytanie musi sobie odpowiedzieć widz.

Tomasz Beksiński jest w tym filmie równoprawnym bohaterem. On też był artystą, choć innego rodzaju niż ojciec i także zostawił po sobie dorobek, a nawet grono fanów. Czy jego rodzina była przyczyną jego psychicznych problemów, czy jego psychiczne problemy były przyczyną dramatu rodziny? Na pewno wokół Beksińskich obrosła legenda piętna śmierci. W mieszkaniu na Służewie umierają kolejno babcie, potem Zofia Beksińska, samobójstwo popełnia Tomasz. Na koniec Zdzisław, po pięciu latach życia w samotności, wypełnionej pracą, zostaje zamordowany przez młodego mężczyznę.

Ile w filmie jest prawdy, a ile artystycznej kreacji? Życie Beksińskich zostało bardzo dobrze udokumentowane. Zdzisław nagrywał rozmowy – najpierw na magnetofon, potem rejestrował codzienność kamerą. Jeszcze za ich życia powstała pierwsza książka – źle przyjęta przez Zofię i Tomasza.

To co jest niezwykłe w filmie Jana Matuszyńskiego, to brak polityki i historii. Nasza uwaga skupiona jest na relacjach rodzinnych, lata 1981-83, rok 1989, mijają bez wzmianki o jakichkolwiek przemianach, jakby zewnętrzne sprawy nie wpływały na rodzinę. Upływ czasu dostrzegamy dzięki nowinkom technicznym – zmienia się sprzęt do odtwarzania muzyki, jej nośniki, Beksiński kupuje nowe modele telefonów, kamer, w domu pojawia się komputer i internet. Możemy się domyślać, w której jesteśmy dekadzie dzięki wzmiankom o telewizyjnych wywiadach w popularnych w danym okresie programach kulturalnych. Reżyser nie zabiera widza na żadne wystawy, tkwimy w mieszkaniu Beksińskich lub w ciasnej windzie, gdy jadą do mieszkania syna. Rzadkie wyprawy poza mieszkanie są w jakiś sposób klaustrofobiczne – widz jest niemal wciśnięty w zamknięte przestrzenie z małżonkami, bez możliwości rozejrzenia się wokół. To też ma znaczenie, bo pomimo wszystkich dramatów, nieumiejętności okazywania sobie uczuć, dysfunkcyjności, nie można nie zauważyć, że Beksińskich łączyła miłość.

Warto zwrócić uwagę na zdjęcia Kacpra Fertacza. Uchwycił depresyjne piękno polskiej jesieni i – co jest prawdziwym mistrzostwem – deszczowego dnia na warszawskim blokowisku. Gdy Zdzisław Beksiński idzie w deszczu do mieszkania syna, trudno nie zauważyć posępnej urody tego ujęcia.

Aktorzy dają prawdziwy popis – Andrzej Seweryn, Aleksandra Konieczna i Dawid Ogrodnik stworzyli kreacje, których nie da się zapomnieć. Co ciekawe, wszyscy podkreślają młody wiek reżysera, Jana P. Matuszyńskiego, jego „debiut”, choć przecież reżyseruje od 2006 roku, a jego filmy były już wcześniej nominowane i zdobywały nagrody.

Czasem wyprzedzająca jakieś dzieło sława okazuje się na wyrost. Tym razem jednak otrzymaliśmy dzieło doskonałe w każdym aspekcie. Ten film trzeba zobaczyć.

„Ostatnia rodzina”, reż. Jan P. Matuszyński, Polska 2016

Izabela Matjasik
Izabela Matjasik