Smog, głupcze!

Smog – trujący i śmierdzący temat – przebił na początku roku wszystkie sprawy w Polsce. Nie mogło być inaczej, skoro w wielu polskich miastach po prostu nie dało się go nie zauważyć.

FOT. Flickr

FOT. Flickr

 

Na świecie powstało wiele raportów na ten temat. Problemem zajmuje się wiele organizacji pozarządowych. Badania prowadzą renomowane uczelnie i instytuty badawcze. O tym, że jest to poważny problem wie praktycznie każdy. Smog – trujący i śmierdzący temat – przebił na początku roku wszystkie sprawy w Polsce. Nie mogło być inaczej, skoro w wielu polskich miastach po prostu nie dało się go nie zauważyć. Niektóre komentarze bagatelizujące to zjawisko mogły szokować. Niestety obawiam się, że za kilka dni, kiedy poprawią się warunki pogodowe i smog (pozornie) ustąpi, temat zniknie z nagłówków gazet i przestanie być tematem rozmów towarzyskich. Wróci ponownie, za jakiś czas, kiedy za oknem znowu pojawi się znajoma, uciążliwa mgła.

Smog to nie nowe zjawisko, towarzyszy ludzkości od dawna. To cena postępu cywilizacyjnego, kwestia która wpisuje się szerzej w problem postępującego zanieczyszczenia środowiska na świecie. O ile negatywne zmiany klimatyczne, które pogłębiają się w wyniku działań człowieka trudno uchwycić na co dzień, o tyle smog znamy wszyscy; zabija on – można powiedzieć – każdego dnia.  Raport Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) z 2016 r. zaczyna się mocnym zdaniem: „Około 18 tysięcy ludzi umiera każdego dnia z powodu zanieczyszczenia powietrza”. Jak podają autorzy raportu, powołując się na Światową Organizację Zdrowia (WHO), umieralność na świecie z powodu zanieczyszczenia powietrza (6,5 mln ludzi rocznie) jest wyższa niż z powodu HIV/AIDS, gruźlicy i wypadków drogowych razem wziętych. W samej Europie z powodu zanieczyszczenia powietrza umiera przedwcześnie ok. 440 tys. osób rocznie, w Polsce jest to ok. 44 tys. – informował w rozmowie z PAP w styczniu ubiegłego roku komisarz UE ds. środowiska, gospodarki morskiej i rybołówstwa Karmenu Vella. Te dane nie pozostawiają złudzeń – mamy poważny problem, który niestety lekceważymy. Jesteśmy mistrzami „doraźnych rozwiązań” – darmowa komunikacja miejska, odwoływanie zajęć w szkołach. To działania, które najczęściej podejmują włodarze polskich miast duszących się od smogu. Nie może być inaczej, kiedy normy przekraczane są o 3 tysiące procent…

Pytanie co musi się wydarzyć, żeby wreszcie zamiast doraźnych rozwiązań rząd i samorządy w Polsce zajęły się na poważnie problemem zanieczyszczenia powietrza? Czy dopiero kiedy w wieczornych wiadomościach zobaczymy obrazy ludzi na przystankach autobusowych i chodnikach, którzy umierają dusząc się? To wcale nie taki nierealny scenariusz, o czym mogli przekonać się abonenci Netflix, śledząc niedawno jeden z odcinków serialu The Crown, w którym przytoczono wydarzenia z lat 50-tych w Wielkiej Brytanii. Co się wówczas wydarzyło? Początek grudnia 1952 r. w Londynie był bardzo chłodny. Mieszkańcy miasta starali się więc ogrzać mieszkania wszelkimi sposobami, paląc węglem i co tylko było pod ręką. Jednocześnie pełną parą pracowały fabryki – raptem 7 lat wcześniej zakończyła się wojna – przemysł (oparty na węglu kiepskiej jakości ponieważ ten lepszej jakości eksportowany był poza Wielką Brytanię) pracował pełną parą. W piątek 5 grudnia 1952 roku Londyńczycy utknęli w gęstej mgle, o wiele większej niż ta, którą znamy z filmów o Sherlocku Holmesie. Kibice londyńskiego Tottenham Hotspur, którzy wybierali się na sobotni mecz z Wolverhampton utknęli w korkach. Wielu z nich miało już nigdy nie zobaczyć meczów swojej ulubionej drużyny…

Doszło do niecodziennego zjawiska pogodowego – układ wiatrów w wyżowej pogodzie, sprawił, że chłodne powietrze pozostało tuż przy powierzchni ziemi, a nad nim zalegała warstwa ciepłego powietrza. Ten niezwykły układ warstw w atmosferze spowodował, że dym snuł się tuż przy ziemi, jednocześnie doprowadzając do powstania gęstej, toksycznej mgły. Niesamowicie wysokie stężenie dwutlenku siarki oraz innych substancji szkodliwych w atmosferze prowadziło do uszkodzeń układu oddechowego, które w konsekwencji wdychania smogu zebrało śmiertelne żniwo wśród mieszkańców. W pierwszym tygodniu zmarło około 4 tysięcy ludzi, w kolejnych tygodniach zmarło kolejnych 8 tysięcy Londyńczyków. Większość ofiar wielkiego smogu zmarła na skutek niewydolności płuc oraz hipoksji. Wydarzenia z grudnia 1952 roku zadziałały mobilizująco na brytyjski rząd, który do tej pory ignorował problem smogu. W 1956 roku brytyjski parlament uchwalił tzw. Clean Air Act, który drastycznie ograniczył możliwość spalania węgla na obszarach miejskich i umożliwiał lokalnym władzom wprowadzanie stref wolnych od dymu. Właściciele domów otrzymali specjalną pomoc finansową w celu wymiany systemu grzewczego z węglowego na gazowy lub elektryczny (słyszymy o takich rozwiązaniach wprowadzonych obecnie w Polsce a w Wielkiej Brytanii wprowadzano je już 60 lat temu!).

Wracając do postawionego pytania: Co musi się wydarzyć w Polsce żeby temat zanieczyszczenia powietrzna zaczął być traktowany poważnie? Przytoczony powyżej przykład wydarzeń w Londynie wymusił działania rządu. Podobnie było w Polsce np. po „powodzi tysiąclecia” w 1997 r., która nawiedziła południową i zachodnią Polskę (również część terytorium Czech, Słowacji, Niemiec i Austrii). W jej wyniku w Polsce śmierć poniosło 56 osób, dach nad głową straciło około 7 tysięcy ludzi a szkody szacowano na ponad 3,5 mld USD. Skutki powodzi i krytyka ówczesnych władz stała się bodźcem do podjęcia poważnych działań prewencyjnych. Niestety obawiam się, że jeżeli chodzi o walkę ze smogiem trudno spodziewać się adekwatnej reakcji, choć oczywiście nie jest tak, że w tej sprawie nic się w Polsce nie robi. Owszem, ze wstydem czytamy teksty takie jak artykuł Polish city more polluted than Bejing w Financial Times z 31 grudnia 20016 r. (https://www.ft.com/content/6712dd66-c91d-11e6-8f29-9445cac8966f). Mniej jednak powinien martwić nas fakt, że polskie miasta zaczynają „dominować” w rankingach najbardziej zanieczyszczonych miast na świecie. Większym problem jest nadal niska świadomość społeczna w Polsce. Z badania przeprowadzonego przez instytut badawczy ARC Rynek i Opinia w ramach kampanii „Nie rób dymu” wynika, że 40 procent Polaków przyznaje, że nie wie, na czym polega zjawisko niskiej emisji, a 20 procent uważa, że palenie śmieci to zachowanie proekologiczne…

Prawda jest taka, że sami możemy zrobić bardzo dużo żeby ograniczyć emisję szkodliwych dla środowiska substancji stosując nowoczesne piece, rezygnując z opalania węglem (a jeżeli już węgla używamy to zwracajmy uwagę na jego pochodzenie i jakość), stosując dobre drewno i optymalne metody spalania. Podobnie w zakresie transportu – nie trzeba kompletnie rezygnować z używania własnego samochodu w mieście. Wystarczy jednak śledzić informacje z lokalnych stacji monitoringu jakości powietrza (przydatne aplikacje mobilne: http://tvn24bis.pl/z-kraju,74/smog-aplikacje-mobilne-w-ktorych-sprawdzisz-jego-poziom,705735.html) i w sytuacji kiedy wskaźniki są niekorzystne, w sezonie zimowym przesiąść się na komunikację miejską a w lecie wybrać się do pracy/szkoły rowerem. Warto też zadbać o własne sąsiedztwo. Jeżeli nasz sąsiad regularnie „kopci z komina” lub na podwórku pali śmieci, zwracajmy uwagę. A jeżeli to nie przynosi skutków, powinniśmy powiadomić odpowiednie służby. To tylko kilka przykładów działań, które każdy  nas powinien podejmować we własnym zakresie działając w duchu społeczeństwa obywatelskiego. Wracając na chwilę ponownie do Londynu, warto przypomnieć słowa Margaret Thatcher: Nie chcemy takiego społeczeństwa, w którym państwo odpowiada za wszystko, a nikt nie odpowiada za państwo.

Andrzej Kozłowski
Andrzej Kozłowski