Wszyscy chcą jechać na Planetę singli

Kochamy polskie filmy, choć jest to współcześnie miłość trudna, biorąc pod uwagę liczbę słabych, nieudanych produkcji. W zasypie KacWaw i innych Wyjazdów integracyjnych, tym bardziej cieszą perełki błyszczące – nieco odbitym – światłem. Tak, mam na myśli „Planetę singli”, jedyny na świecie tytuł, który pobił we własnym kraju „Deadpool” w walentynkowy weekend.

planeta_s

Scena z filmu Planeta singli - materiały prasowe

 

I nadal świetnie sobie radzi. Kiedy ostatnio sprawdzałam, „Planeta” dobijała do miliona widzów. To świetny wynik, na który mogły się złożyć Walentynki przypadające tuż po premierze, ale i nasza słabość do komedii romantycznych, szczególnie polskich. Ja, niestety, jestem z tych, dla których rodzime produkcje z gatunku komedia i romans są mało strawne, ale tym razem zostałam całkowicie zauroczona efektem pracy reżysera, Mitji Okorna. Na brawa zasługują przede wszystkim scenarzyści: Sam Akina, Jules Jones, Mitja Okorn, Łukasz Światowiec, Michał Chaciński. Fabuła jest lekka, harmonijna, dowcip cięty, język soczysty, ale nie wulgarny, postaci drugoplanowych wiele a każda da się lubić (oprócz tych, których lubić nie powinniśmy). Z kilku zakrętów autorzy wyszli bez szwanku dla całej opowieści. Z realiami wprawdzie scenarzyści minęli się znacznie, ale nie od tego jest komedia romantyczna, by się realiów trzymać.

Pomysł na fabułę jest genialny w swej prostocie. Samotna nauczycielka muzyki – Ania – szuka miłości w sieci. Umawia się na szereg nieudanych randek, aż trafia przypadkiem na Tomka Wilczyńskiego, telewizyjnego celebryty z własnym, satyrycznym show (wszelkie podobieństwa są zapewne „niezamierzone). Wilczyński wpada na pomysł, by wykorzystać kiepskie doświadczenia randkowe dziewczyny w swoim programie – opowiada je marionetka, dzięki czemu singielka pozostanie anonimowa. Z umowy ma ją zwolnić koniec sezonu lub prawdziwa miłość – o ile ją spotka. Równolegle przyjaciółka Ani, Ola, pada ofiarą podstępu swej pasierbicy, która zakłada macosze i ojcu profile na portalu randkowym, chcąc doprowadzić do ich rozwodu. Wszystko oczywiście się gmatwa, postaci muszą przejść metamorfozę lub przemianę duchową i wywalczyć dla siebie miłość. Nic odkrywczego, ale zrobione zaskakująco sprawnie, a widownia śmieje się do łez (czasem też popłakuje ze wzruszenia).

Wielkie brawa dla obsady aktorskiej. Maciej Stuhr i Agnieszka Więdłocha oraz Weronika Książkiewicz i Tomasz Karolak tworzą świetne duety, jest chemia, są zabawne dialogi, ja się nie mam do czego przyczepić.

No, może z jednym małym, ale… „Planeta singli” to film bardzo przypominający amerykańskie produkcje tego typu. Brakuje mi „polskiego akcentu”, innego niż dialogi w naszym języku i rodzime plenery. Francuskie komedie są francuskie, czeskie komedie są czeskie, a polskie komedie zanadto zaczynają przypominać te zza oceanu. Jeśli kiedyś odnajdziemy swój głos i zachowamy przy tym sprawność w tworzeniu filmów – będzie idealnie.

Jeśli jeszcze nie skusiliście na podróż na „Planetę singli” – bardzo polecam.

„Planeta singli”, reż. Mitja Okorn, Polska 2016

Izabela Matjasik
Izabela Matjasik