Za 6 tysięcy nie wstaję z łóżka

Do napisania kilku słów zainspirował mnie tweet Pana Barankiewicza, przytaczający fragment corocznego listu Warrena Buffeta. I Pan Buffet i jego słynny już list do akcjonariuszy to niemalże instytucje w świecie inwestycji.

. REUTERS/Kathy Willens/Pool

Ustosunkowując się krótko: tak, na 100% przydałoby się w Polsce więcej optymizmu. Poniżej, rozwinięcie wątku.

Polacy zmęczeni kolejnymi aferami w wykonaniu posłów Platformy Obywatelskiej, uciekli w objęcia lansującego się na praworządny PiS w nadziei, że już nigdy nie usłyszą o ośmiorniczkach czy drogich trunkach. No i ‘każdy’ ucieszył się, że od października 2015 władzę sprawować będą tacy, jak my – skromni, niezamożni, ciężko pracujący. Ci naiwni, którzy za 6 tys. cały miesiąc od świtu do zmierzchu tyrają.

W przeciwieństwie do wiecznie żywego ‘American Dream’ i ‘od zera do milionera’, w Polsce popularnością cieszy się generalny brak sukcesów. Bogatymi wciąż pozostają ci, co kradną, a tych, którym się nie udało, wbrew logice nie nazywamy ‘nie-udacznikami’, lecz oszukanymi. Przez system oczywiście.

Przydałaby nam się, społeczeństwu czyli, odrobina szczerości – jeżeli coś nam w życiu nie wychodzi, to w ostatecznej ostateczności my pozostajemy przyczyną, a także my ponosimy niepowodzeń tych konsekwencje. Nie rząd, nie sąsiad-złodziej, nie rodzice, którzy nie zapisali majątku w spadku, tylko my stanowimy podmiot. Wszystko co dookoła, tworzy otoczenie, okoliczności. Czasami świat nam sprzyja, czasami mamy pod górkę. Szukanie przyczyn stanu niesatysfakcjonującego na zewnątrz, nigdy nie pozwoli nam na zmianę. Zmienić możemy tylko to, na co mamy wpływ. Jeżeli rząd będzie sięgał do portfela podatników, sąsiad będzie kradł, a po rodzicach trzeba spłacać długi, to ja na to nie poradzę. Co mogę zrobić, to upewnić się, że w moim ogródku dzieje się jak należy.

Dlaczego tak boimy się wydłużonej pracy i odłożonego w czasie przejścia na emeryturę? Przecież wszyscy wiemy, że się starzejemy, że dzieci się nie rodzą w ilości wystarczającej, że emerytury otrzymywać będziemy coraz mniejsze i że kobiety żyją dłużej od mężczyzn, a tym nie mniej znacząco szybciej mogą skończyć z pracą na zawsze. Dlaczego, zamiast narzekać na Komorowskiego, że podpisał, nie zastanowimy się, co MY możemy zrobić? Co zrobiłby Warren Buffet? Kupiłby więcej akcji Coca-Coli i raczej nie martwiłby się, jak wysoką / niską emeryturę otrzyma. O ‘emeryturę’ zatroszczył się sam.

Wtrącając – oczywiście, przywoływana przez Buffeta średnia to tylko jedna strona medalu – on, Bill Gates, Donald Trump czy Mark Zuckerberg średnią znacząco zawyżają. Mój kolega z Niemiec, często mówi, że: ‘jeżeli ja zjem 2 parówki, a ty 0, to statystycznie jesteśmy syci’.

Wracając – dlaczego górnicy nie cieszą się z odpraw i nie zastanawiają, jak pieniądze zagospodarować? Zróbmy ankietę – ilu z nas dostało kiedykolwiek pieniądze za odejście z pracy?

Nasze martyrologiczne nastawienie nas nie rozwija. Jeżeli życie to męka, po co iść dalej? Jeżeli wierzymy w życie po życiu (nie mam na myśli transplantacji głowy, która, jak mówią, staje się już coraz bardziej realna), to lepiej, żebyśmy dobrze trafili z Bogiem, którego wyznajemy – w końcu, wielu ich znamy. Uzmysłowienie sobie, że wszystko co może się wydarzyć mamy w naszych rękach obarcza być może pewną odpowiedzialnością, nieznaną tym, którzy swój los oddają rządowi / szefowi / rodzinie, staje się jednak niezmiernie wyzwalające. Po raz pierwszy można chwycić życie za rogi i stawić mu czoła, a nie brać co dają.

Przede mną osobiście, jeszcze wszystko do zrobienia. Emerytura do wypracowania, dom do zbudowania. Jeżdżę 18-letnim autem, mam hipotekę i obiektywny brak perspektyw na natychmiastowe bogactwo. Wiem jednak, że piłka pozostaje po mojej stronie. Obserwuję o rok młodszego szefa i zastanawiam się, co on robi lepiej. Albo co on robi, czego ja nie zrobiłem. Wiem też, że on obserwje Petera Thiela czy, do niedawna Steva Jobsa.

Przede mną wszystko, ale co, na przykład, z odsuniętymi niedawno prezesami stadnin koni? Czy oni również wszystko mają jeszcze przed sobą? Tak, sukces nie wybiera. Nadejść może w każdym wieku, w każdych okolicznościach. I choć warto pracować na niego od początku, to niech optymizmu nawieje inna, amerykańska legenda – Colonel Sanders. Niestrudzony biznesmen i wizjoner, który w wieku niemal 70 lat, z których 60 przepracował, z ostatnimi dolarami w kieszeni wreszcie z powodzeniem rozwinął sieć, znanych dziś na niemal całym świecie, franczyz KFC.

Krzysztof Wołoszyn
Krzysztof Wołoszyn