Czy Twitterem da się uświadomić ekonomicznie i finansowo? Tekst z wyrażeniami trudnymi

Oczywiście przyznajemy, że powyższe pytanie jest celową prowokacją, która napisana w 87 (słownie: osiemdziesięciu siedmiu) znakach (mieszcząc się w twitterowym normatywie) ma wywołać dyskusję nad tym, ile do zaabsorbowania treści jest człowiekowi potrzebne by on się czuł uświadomiony ekonomicznie i finansowo.

Zastanawialiśmy się też, czy da się ją również ubrać w skrótowce sms’owe i „buźki”, by tym samym wyjść naprzeciw społeczeństwu obrazkowo – uwaga trudne wyrażenie – werbalizującemu swój przekaz. Nie znaleźliśmy jednak na to rozwiązania. Być może, gdyby tekst tytułu był napisany na którymś z portali Państwa Środka, to byłby przedstawiony jednym symbolem. Tam znaki diakrytyczne są wyrazem stanu duszy, tutaj z kolei, stanu umysłu.

Żyjemy w czasach zdziecinnienia form przekazu, prowadzących do całkowitego wyjałowienia ze znaczenia tego, co się chce powiedzieć bądź co do nas dociera. Zwyczajnie, w prawie wszystkim, co nas otacza idziemy na łatwiznę, w (uwaga trudne wyrażenie) hedonizm i jakąś taką ulotność. Co więcej w swoim pożądaniu (patrz: „Słownik wyrazów obcych”) dedykowania form prostych wykazujemy taką niekonsekwencję, iż nawet gdy je otrzymujemy to szybko zapominamy czego one dotyczyły.

Trudno nam oceniać, gdyż specjalistami w tej sferze nie jesteśmy, ale domyślamy się, że ma to wszystko związek z jakąś taką wszechobecną (i jeszcze jedno trudne wyrażenie) neurozą społeczną. To znerwicowane zabieganie, ciągłe dążenie do jakichś celów, może i takie jakieś ogólnospołeczne ADHD każe nie mieć dość cierpliwości, by wysłuchać tekst dłuższy niż 5 minut i przeczytać dłuższy niż 4000 znaków. (Zostało nam jeszcze 2386, więc się będziemy streszczać.) Można spytać skąd się to bierze. Przypuszczamy, że źródłem tego jest materialistyczny pęd konsumpcyjny, każący nam nie mieć czasu na nic. Bo żyjemy tak krótko i tak szybko i byśmy chcieli mieć to wszystko, co nam świat oferuje. I stąd właśnie zwyciężają formy (pardon, następne trudne wyrażenie) trywialne, naskórkowe, letnie i wyostrzone aczkolwiek bez kontekstu, sensu, harmonii, wewnętrznej logiki… zwyczajnie, bezrefleksyjne. Oczywiście, podsuwające gotowe odpowiedzi, właściwie nieomal półprodukty czy prefabrykaty myśli, z których można sobie całkowicie dowolnie skonstruować swoją wizję świata choćby była ona zupełnie nieprawdziwa, ba była jakimś (patrz, j.w., „Słownik wyrazów obcych”) artefaktem psychologicznym. Pisząc ten tekst się zastanawiamy też nad tym, czy lepiej by było naszpikować go samymi równoważnikami zdań, monosylabami i surogatami, wręcz prototypami idei, konceptu i (kolejne trudne słowo) archaizmem uproszczeń. Bo też chcąc mieć generalnie łatwo, nie znajdujemy sposobu, by wyjść naprzeciw zapotrzebowaniu społecznemu i objaśnić w formie twitterowej złożoności rocznej rzeczywistej stopy procentowej wiedząc, że podniosłoby to wiedzę ekonomiczną i świadomość finansową Polaków.

A przecież tak ważne jest docieranie do umysłów ludzkich z przekazem „poszerzaj i pogłębiaj swoją wiedzę ekonomiczną i świadomość finansową, bo to przede wszystkim leży w twoim, obywatelu, interesie.” Stąd więc chcielibyśmy wiedzieć, gdzie leży granica uproszczeń, przy założeniu nie zubażania sensu, by odbiorcy móc opowiedzieć o wielobarwności kalejdoskopu świata finansów przy ograniczonej (niestety, ale bez trudnych wyrażeń się nie obejdzie) percepcji tego odbiorcy. Żeby później nie było, że podpisało się umowę o kredyt konsumpcyjny, zaś później po przyjściu do domu doznało się (obiecujemy, że to ostatnie już wyrażenie trudne) dysonansu poznawczego. Zaznaczamy. To co napisaliśmy to tylko odpowiednia dla potrzeb notka i prosimy nie brać tego za artykuł. I jeszcze na sam koniec. Co to jest teza McLuhana? Tego nie powiemy, bo mogłoby być za długo.

Udało się. 3735 znaków ze spacjami i nie więcej. Resztę z 4000 „odbijemy” sobie później.

EDIT: Mamy tę nadzieję, że tekst nie zawierał tmi… oraz nie spowodował reakcji tl;dr

Marcin Daniecki
Marcin Daniecki