Google przejmie władzę nad telewizorami. Koniec klasycznej telewizji?

Koniec klasycznej telewizji? Obawy zaczynają być jak najbardziej realne. Jeśli Google zechce, za kilka lat odetnie stacje telewizyjne, od przychodów reklamowych i zgarnie ich budżety. Co ważniejsze, ta nowa reklama telewizyjna, będzie dużo bardziej mierzalna, a więc długo nie trzeba będzie przekonywać do niej reklamodawców. Zatem w nieodległej przyszłości zmieni się nie tylko telewizja, ale i cała komunikacja marketingowa.

Koniec klasycznej TV? Google przejmie zarządzanie treścią i reklamami?

Koniec klasycznej TV? Google przejmie zarządzanie treścią i reklamami?

Google bierze wszystko

Już kilka lat temu Jakub Bierzyński, CEO OMD Poland, jednego z największych domów mediowych w Polsce, przestrzegał polskie stacje telewizyjne przed globalnymi, digitalowymi graczami. Te zaś, wydawały się czuć niezagrożone i z przymrużeniem oka przyjmowały jego przestrogi. Ba. Niektórzy zaczęli nawet delikatnie z niego drwić, kiedy okazało się, że Polacy oglądają coraz więcej telewizji (wpływ na to miała zapewne cyfryzacja, dzięki której Polacy mają większy wybór polskojęzycznych, bezpłatnych, kanałów telewizyjnych).

Czy zatem Bierzyński wycofuje się ze swoich ostrzeżeń? Nic takiego.

„Google już teraz wprowadza swój system operacyjny do telewizorów Sony. Oni doskonale wiedzą, że treściami wideo zarządza nie ten, kto wyprodukował ekran, ale ten, kto ma oprogramowanie, a więc dostarcza treści i korzysta z informacji dotyczących ich konsumpcji” – powiedział mi na początku 2016 roku Jakub Bierzyński (całą rozmowę z Jakubem Bierzyńskim przeczytacie w mojej nowej książce „Komunikacja marketingowa 2030. Technologiczna rewolucja i mentalna ewolucja”).

Zatem to Google będzie zarządzał treściami w naszych telewizorach. Będzie wstanie dostarczyć nam najlepiej spersonalizowanych treści, gdyż najlepiej nas zna, na podstawie danych, które zostawiamy korzystając z komputera, komórki, czy innego urządzenia, a tym samym wyszukiwarki czy YT, albo poczty (gmail).

Jakie płyną z tego wnioski?

1) To Google będzie wybierał i dostarczał nam najciekawsze dla nas treści (zapewne będą to treści z zasobów Googla, czyli np. te znajdujące się na YouTube, bo jaki interes miałby ten gigant w promowaniu innych treści?).

2) Nawet jeśli będziemy oglądać program, czy film nadawany przez jakąś stację (np. TVN, Polsat czy TVP), to Google, będzie mógł jak na YT w dowolnym czasie wyświetlić swoją reklamę, a do tego blok reklamowy nadawany przez stację, zastąpić swoim blokiem, który będzie bardzo dokładnie mierzalny i spersonalizowany, czyli każda osoba oglądająca ten sam program w danej stacji, otrzyma od Googla blok reklamowy skrojony specjalnie dla niej. To oczywiście sprawi, że stacje tradycyjne zaczną tracić reklamodawców (bo jaki jest sens w emitowaniu reklam w miejscu, w którym mało kto je ogląda?).

3) Możliwość łatwego i intuicyjnego dostępu do wszystkich treści wideo w sieci, sprawi, że nastąpi jeszcze większe rozdrobnienie rynku telewizyjnego. Najwięksi nadawcy znacząco stracą swoje udziały w rynku. Zaś widz, nawet nie będzie miał świadomości, materiał którego nadawcy tak naprawdę ogląda – pod warunkiem, że dana treść będzie nadawana w zadowalającej go jakości.

4) Telewizja linearna, którą zazwyczaj oglądamy dziś, przestanie się liczyć – poza oczywiście transmisjami na żywo, głównie z imprez sportowych, czy rozrywkowych show, gdzie telewidzowie głosują w czasie trwania programu i wybierają najlepszego: tancerza, wokalistę itp…

Nie oznacza to jednak, że przestaniemy oglądać telewizję. Wciąż będziemy ją oglądać, ponieważ nawyki człowieka tak szybko się nie zmienią, pytanie jednak jaką telewizję i w jaki sposób będziemy oglądać na naszym telewizorze wyciągnięci na kanapie? Wydaje się, że ta czynność, a tym samym komunikacja marketingowa za 10, czy 15 lat, ulegnie diametralnej zmianie i w 2030 roku, kiedy w większości domów, będą znajdowały się już nowe telewizory z systemem operacyjnym Google, znajdziemy się już w zupełnie innej epoce.

O tym, że coś na rzeczy jest i że zapewne w najbliższej przyszłości znacząca część komunikacji przeniesie się do sieci, niech (poza rewolucją technologiczną) świadczy choćby fakt, że w Europie w 2015 roku, po raz pierwszy wydatki na reklamę digitalową były wyższe niż na reklamę telewizyjną (a większość tych pieniędzy trafiła do globalnych graczy typu Google i Facebook). W Polsce wciąż największy kawałek reklamowego tortu należy do telewizji, ale z roku na rok ten dystans ulega skróceniu. Pozostaje nam zatem tylko czekać na to jak będą wyglądać media, a tym samym komunikacja marketingowa w 2030 roku. Właśnie temu, poświęcona jest moja książka „Komunikacja marketingowa 2030. Technologiczna rewolucja i mentalna ewolucja”, o której już wspomniałem w tym tekście.

Póki co, w oczekiwaniu na digitalową przyszłość, kłaniam się (choć już także online) jeszcze bardzo realnie :)

 

Robert Stępowski
Robert Stępowski