17 minuta i 14 sekunda

Po wyjściu z Hiszpanii niepodległa Katalonia z automatu znalazłaby się poza Unią Europejską, czyli i poza strefą euro.

Podczas meczów na Camp Nou obok klubowych flag FC Barcelona standardem są niepodległościowe katalońskie. Fot. FORUM

Gdy podczas meczów ligowych na barcelońskim Camp Nou zegar wyświetla 17 minutę — stutysięczna (stadion ma 99 354 miejsca) widownia rozwija wielką katalońską sektorówkę i skanduje „In… Inde…. Independencia!”. Najgłośniej w 14 sekundzie, albowiem ta narodowa demonstracja jest pamiątką roku 1714, gdy Katalonia utraciła autonomię i znalazła się pod butem królów z dynastii Burbonów.

Kibice FC Barcelona wręcz eksplodują niepodległością podczas Gran Derbi z Realem Madryt, który jest symbolem kastylijskich ciemiężców. Z demonstracji wyłączone są mecze w europejskich pucharach, albowiem UEFA waliłaby kary i pragmatyczni kibice nie chcą narażać Barcy na koszty — którymi zupełnie nie przejmuje się np. „żyleta” na stadionie warszawskiej Legii.

Poza narodową dumą niepodległościowe marzenia części Katalończyków mają oczywiście podłoże gospodarcze. Najlepiej rozwinięta i najbogatsza prowincja Hiszpanii jest największym płatnikiem netto do budżetu królestwa, co uważa za wyzysk. W tym wątku istnieje podobieństwo między referendum z 1 października — czy raczej quasi-referendum, bo przecież przebiegło anormalnie — z całkowicie wolnym głosowaniem brytyjskim w sprawie wystąpienia z Unii Europejskiej.

Po wyjściu z Hiszpanii niepodległa Katalonia z automatu, już bez dodatkowego referendum, znalazłaby się poza UE, czyli i poza strefą euro. Co ważne — byłby to bilet w jedną stronę. Ewentualny powrót do wspólnoty wymagałby kandydackich negocjacji od zera. Merytorycznie poszłyby dość szybko, ale Hiszpania zablokowałaby akcesję krnąbrnego sąsiada na wieki… Zatem Katalonia z własną walutą mogłaby marzyć, także przy sprzeciwie Madrytu, co najwyżej o Europejskim Obszarze Gospodarczym oraz strefie Schengen.

Organizujący referendum kataloński rząd takie następstwa od dawna zamiata pod dywan. Nie zdaje sobie z nich sprawy wielu zwolenników niepodległości — podobnie jak praktycznego znaczenia brexitu nie rozumiało wielu głosujących za rozwodem Londynu z UE. W niedzielę kataloński wynik rozłożył się procentowo 90:8 za niepodległością, przy 2 proc. głosów nieważnych, ale do urn przedarła się tylko jedna strona. Sondaże od dawna wskazują, że wśród Katalończyków przewagę, niewielką, lecz stabilną, mają zwolennicy pozostania w Hiszpanii. Oczywiście z postulatem zrewidowania rozliczeń z budżetem centralnym.

Zgodnie z konstytucją Hiszpanii ważne byłoby tylko referendum w sprawie niepodległości Katalonii przeprowadzone w całym królestwie. Jego wynik znany jest z góry, bo przecież pozostałe prowincje nie wypuszczą największego płatnika netto. Analogicznie Wielka Brytania nigdy nie opuściłaby UE, gdyby decydowało o tym głosowanie obywateli wszystkich państw unijnych… W każdym razie ostra, a momentami brutalna interwencja Madrytu zaskoczyła całą wspólnotę. W niedzielę po starciach z policją hiszpańską, nie katalońską, blisko 900 osób wymagało pomocy lekarskiej lub szpitalnej.

A wracając do wątku Gran Derbi — będą to już mecze podwyższonego ryzyka do kwadratu. Najbliższy 20 grudnia w Madrycie, a na Camp Nou dopiero 6 maja 2018 r. Wcześniej być może w Lidze Mistrzów. Wobec głębokości narodowego i społecznego konfliktu republikańskiej Katalonii z królewską Hiszpanią starcia piłkarskie to zaledwie symbol, ale jakże znaczący.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski