Polityka przykryje komisję śledczą Amber Gold

Robienie dziś z Donalda Tuska głównego bohatera afery Amber Gold pozwala myśleć o pracach przyszłej komisji w kategoriach jedynie politycznych. Żal, bo wnioski komisji śledczej mogłyby być cenniejsze od korzyści politycznych.

FOT. Marek Wiśniewski

We wrześniu ma rozpocząć prace sejmowa komisja śledcza w sprawie afery Amber Gold. Ucieszyło mnie to bardzo. Słynnej piramidy finansowej, która oszukała ponad 18 tys. osób, a straty szacuje się na 851 mln zł, przedstawiać nie trzeba. Na łamach „Pulsu Biznesu”, piórem Dawida Tokarza, nie raz i jako pierwsi, pisaliśmy o nieprawidłowościach. Fakty były — i są — bulwersujące. Komisja Nadzoru Finansowego już w grudniu 2009 r. informowała prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez parabank. W styczniu prokuratura odmówiła śledztwa. Później było zażalenie, zażalenie na zażalenie, ABW, sąd, zażalenia, opieszałość, umorzenie i wznowienie… Państwo działało wyjątkowo teoretycznie. Spółka upadła w 2012 r. Dlatego, mimo trwającego procesu jej założycieli, wiele bym dał, żeby usłyszeć i zrozumieć, jak zachowywały się organy państwa w tej kryzysowej sytuacji. Wiedza ta jest też niezbędna ustawodawcom, nadzorcom rynku, regulatorom, prokuraturze i każdemu, kto ma stać na straży praworządności. Nie trzeba komisji śledczej, żeby stwierdzić, że państwo nie zdało egzaminu. Górnolotnie, ale już schodzę na ziemię.

Jeszcze przed powołaniem komisji śledczej główną wiadomością przekazywaną przez serwisy informacyjne były słowa Małgorzaty Wassermann, dotyczące powołania na świadka Donalda Tuska, ówczesnego premiera. O ile są wątki dotyczące byłego premiera, które należałoby wyjaśnić — np. nadzór nad służbami specjalnymi — o tyle robienie dziś z niego głównego bohatera pozwala myśleć o pracach przyszłej komisji w kategoriach jedynie politycznych. Platforma dobrze odnalazła się w tym sosie, bo chciała rozszerzyć temat prac komisji o SKOK-i. W domyśle – wy nam Amber Gold, my wam SKOK-i. A zabawa dopiero się zaczyna.

Żal, bo piramidy finansowe pojawiają się regularnie co kilka lat — chciwość ludzi łudzących się wysokimi zyskami jest przecież odporna na przykre doświadczenia z przeszłości. Wnioski z niefrasobliwości organów państwa byłyby niezwykle cenne. Cenniejsze od korzyści politycznych.

PRZECZTAJ TAKŻE

PiS wygra następne wybory. Zakład?

Firmy w ręce pracowników!

List do P., czyli zaginiona kartka z pewnego przemówienia

Marcin Goralewski
Marcin Goralewski