Berlin i Paryż chwytają lejce

Duet Berlina i Paryża właściwie nigdy nie przestał uważać się za sternika UE, z czym nie godził się Londyn.

Angela Merkel i Emmanuel Macron wracają do żródeł wspólnoty, którą faktycznie założyły Niemiecka Republika Federalna i Republika Francuska.

Zakończony w piątek szczyt Rady Europejskiej (RE) w Brukseli był pierwszym z udziałem prezydenta Emmanuela Macrona. Kanclerz Angela Merkel jest weteranką, ale wszystko wskazuje na to, że 24 września wygra swoją czwartą kadencję. Ta para polityków z bardzo silnymi mandatami będzie zatem trzymała do 2021 r. lejce Unii Europejskiej. Prezydent i kanclerz demonstracyjnie obwieścili zadzierzgnięcie sojuszu występem na wspólnej konferencji prasowej. W brukselskich obyczajach to rzadkość, standardem jest organizowanie na zakończenie szczytu 28 (obecnie już 27) odrębnych spotkań z mediami. Tym razem oboje państwo M wizerunkowo całkiem przykryli prezentujących konkluzje szczytu Jeana-Claude’a Junckera i Donalda Tuska.

Duet Berlina i Paryża właściwie nigdy nie przestał uważać się za sternika UE, z czym nie godził się Londyn.

Brexit radykalnie zmienia tę sytuację, decyzyjny rywal realnie już odpadł. Podczas szczytów RE w sprawach wymagających traktatowej jednomyślności głosy Niemiec i Francji formalnie ważą tyle samo, ile maluchów — Słowenii, Malty czy Cypru. Ale tylko formalnie, realnie żaden projekt nie jest możliwy, jeśli nie pasuje Niemcom i Francji. Bardzo mocno podkreślił to zwłaszcza nuworysz Emmanuel Macron. Traktatowy kij jednomyślności ma jednak i drugi koniec, na którym obecnie sytuuje się Grupa Wyszehradzka. W trwającym ponad godzinę bezpośrednim spotkaniu z czworgiem jej premierów nowy francuski prezydent przekonał się, że w niektórych kwestiach różnice poglądów są tak głębokie, iż wypracowanie kompromisu to niemal rozwiązanie problemu kwadratury koła. Obecnie najbardziej zapalna jest oczywiście relokacja uchodźców, ale nie tylko. Dla polskich przedsiębiorców strategiczne znaczenie ma niezmienianie przepisów o delegowaniu pracowników, które prezydent nazywa… dumpingiem socjalnym.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski