Budżetowe starcie zgodne z tradycją

W cieniu pierwszego czytania ustawy budżetowej na 2017 r. przeleciała w ubiegłym tygodniu nowelizacja budżetu tegorocznego.

sejm fot. Marek Wiśniewski

Projekt zaistniał 14 października, na posiedzeniu Sejmu bieg bez poprawek, to samo w Senacie, potem prezydencki automat podpisowy, szybki Dziennik Ustaw — i już 26 października nowela weszła w życie. Umożliwi wypłacenie rolnikom 70 proc. zaliczek z płatności bezpośrednich. Zwiększy to deficyt naszego budżetu europejskiego o ponad 8,9 mld zł, ale bez wpływu na deficyt sektora finansów publicznych. Refundacja z Brukseli ma nastąpić w styczniu 2017 r.

Nowelizacja jest przykładem wymuszonej politycznie żonglerki miliardami na granicy kreatywnej księgowości. Sytuacja, gdy rządowe projekty przyjmowane są przez polski parlament na pstryknięcie palca, jest wręcz niewyobrażalna w instytucjach unijnych. Nie istnieje w nich klasyczny podział partyjny na rządzących i opozycję, siły rozkładają się inaczej. Parlament Europejski (PE) zajmuje się przyjemną częścią wydatkową, zatem z założenia preferuje jak największy budżet.

Pośrodku stoi Komisja Europejska (KE) proponująca wydatki, ale zdająca sobie także sprawę z realiów dochodowych. Organem zajmującym się niewdzięczną stroną dochodową jest zaś Rada UE, w której silnie reprezentowane są interesy płatników netto. W związku z tym środowe wieści ze Strasburga były standardem — PE przegłosował stanowisko, w którym domaga się anulowania wszystkich cięć w projekcie budżetu na 2017 r. Europosłowie chcą, by zobowiązania wynosiły 160,7 mld EUR, czyli o 4,1 mld więcej, niż zaproponowała KE w swoim projekcie. Realne płatności powinny natomiast wynosić 136,7 mld EUR, czyli o 2,5 mld więcej. Od razu na sali plenarnej zostało to skontrowane przez Radę UE, w tym półroczu pracującą pod przewodem Słowacji.

Brak porozumienia między PE i Radą UE na tym etapie jest standardem. Oznacza uruchomienie trzytygodniowego okresu koncyliacji. Zgodnie z unijną tradycją, na grudniowej sesji w Strasburgu uda się osiągnąć porozumienie. Zresztą budżet na 2017 r. jest tylko pochodną siedmiolatki finansowej 2014–20, która zostanie poddana połówkowej rewizji. Ale w tej sprawie zapowiada się bój na poważnie.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski