Chcesz pokoju, gotuj się do wojny

Realne cele i Davos, i Monachium są tożsame – chodzi o takie ukierunkowanie burzy mózgów, aby przynosiła ona korzyść także ludzkości, ale głównie… sponsorom.

fot. Tomasz Gawalkiewicz - Forum

Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa (z angielska MSC) pierwszy raz zorganizowana została w 1962 r., zatem jest starsza od Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) w Davos, zapoczątkowanego w 1971 r. Oba spotkania biznesowo-politycznej śmietanki łączy wiele podobieństw, nie tylko bliskość terminowa — zbiórka w Szwajcarii odbywa się pod koniec stycznia, a w Bawarii w połowie lutego. Twórcą Davos jest 79-letni niemiecki profesor Klaus Schwab. Monachium wymyślił zaś Ewald-Heinrich von Kleist-Schmenzin, były… oficer Wehrmachtu, jeden z nielicznych uczestników spisku Clausa von Stauffenberga, któremu udało się w 1944 r. ujść z życiem po zamachu na Hitlera. W wieku 91 lat odszedł w 2013 r. Podobne są zasady finansowania — WEF kręci się dzięki wysokiemu wpisowemu globalnych krezusów. Zrzutki na MSC dokonuje jedna branża, ale za to jaka — zbrojeniowa, przy dofinansowaniu niemieckiego resortu obrony. Realne cele obu inicjatyw są tożsame — chodzi o takie ukierunkowanie burzy mózgów, aby przynosiła ona korzyść także ludzkości, ale głównie… sponsorom. Humanistyczny lejtmotyw MSC od początku brzmi „Pokój przez dialog”, lecz drogowskazem biznesu zbrojeniowego jest starorzymska maksyma przytoczona w tytule.

Globalny prestiż i Davos, i Monachium buduje oczywiście udział pierwszej ligi politycznej. Nie są przyjmowane pisemne konkluzje, nie przeprowadza się głosowań, ale konfrontacja poglądów potem naturalnie przekłada się na decyzyjne konkrety. W Monachium państwa Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej stykają się z takimi członkami klubu atomowego, jak Rosja, Chiny, Indie, a także np. z Japonią. Tegoroczna 53. MSC miała szczególne znaczenie ze względu na pierwszy tak aktywny występ międzynarodowy nowej administracji amerykańskiej — reprezentowali ją wiceprezydent Mike Pence, sekretarz stanu Rex Tillerson i sekretarz obrony James Mattis. Ten silny patrol rozpoznawczy wysłał prezydent Donald Trump, który osobiście przyjedzie do Brukseli 24 maja na otwarcie nowej kwatery głównej NATO.

Historycy MSC w tym roku odnotowali dwa spotkania konfrontacyjne. Poufne sekretarza Rexa Tillersona z rosyjskim ministrem Siergiejem Ławrowem oraz publiczne połajanki szefa naszego MSZ, Witolda Waszczykowskiego, z Fransem Timmermansem, wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej (KE), będącym jednym z największych krytyków PiS-u. Panel z ich udziałem zatytułowany był „Przyszłość UE: jedność czy podział?”, ale dyskusja skręciła na nasz Trybunał Konstytucyjny oraz produkcję ustaw przez obecne polskie władze. Minister kontratakował zapytaniem o sytuację w… Holandii, macierzystym państwie adwersarza. To fatalne trafienie kulą w płot, albowiem urzędnicy KE z założenia zostawiają narodowe paszporty przed wejściem do gmachu Berlaymont przy rondzie Schumana. Oczywiście nie zawsze tej zasady przestrzegają, ale oficjalnie to dla eurokracji świętość. I właśnie dlatego dla Brukseli tak kompletnym absurdem jest roztrząsanie w kraju szans Donalda Tuska na drugą połówkę pięcioletniej kadencji przewodniczącego Rady Europejskiej w kontekście jego pożyteczności/niepożyteczności dla… Polski.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski