Chcesz świętować – gotuj się do wojny

Celem przyspieszenia rozmieszczania wojsk amerykańskich oraz zdążenia z całą operacją przed Wielkanocą było postawienie kropki nad „i” w pierwszym kwartale rządów Donalda Trumpa.

Batalion w Orzyszu tworzą przede wszystkim Amerykanie – na pierwszym planie – których uzupełniają Brytyjczycy, Rumuni i Chorwaci. Z tyłu, w mundurach ciemniejszych – witający sojuszników żołnierze polscy.

Wielki Tydzień w tym roku okazuje się w Polsce nadzwyczajnie… zmilitaryzowany, dlatego lekkie zmutowanie w tytule zasady „Si vis pacem, para bellum” jest jak najbardziej zasadne. W środę odbyła się coroczna odprawa prezydenta i premiera z kierownictwem MON i wyższymi dowódcami, a w czwartek — który przecież należy już do ścisłego Triduum Paschalnego — na poligonie w Orzyszu z pompą powitano batalionową grupę bojową Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO).

Plan wzmocnionej, wysuniętej obecności sojusz przyjął po rosyjskiej aneksji Krymu. Takiej koncentracji wojsk na swojej wschodniej flance NATO nie pamięta od czasu zimnej wojny, przy czym wtedy ową flanką była granica RFN z członkami Układu Warszawskiego, czyli NRD i Czechosłowacją. O wzmocnieniu zdecydował szczyt w walijskim Newport w 2014 r., a siły doprecyzował ubiegłoroczny w Warszawie. Przy okazji powitania grupy, tworzonej głównie przez żołnierzy amerykańskich, gen. Curtis Scaparrotti, naczelny dowódca NATO w Europie, otrzymał od prezydenta Andrzeja Dudy drugie hierarchicznie polskie wyróżnienie dla obcokrajowca — Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Zasługi RP. Co do zasady nagradzać się powinno na zakończenie pracy czy służby, ale skoro norweski komitet uhonorował pokojowym Noblem prezydenta Baracka Obamę wkrótce po jego zaprzysiężeniu — żadne rozdawnictwo orderów w trybie a conto już nie może zaskakiwać…

Na razie największą zasługą generała jest implementacja postanowień obu szczytów NATO. W tym kontekście order potraktujmy więc jako zaliczkę, której pobranie potwierdza gotowość beneficjenta do wypełnienia zobowiązania. Celem przyspieszenia rozmieszczania wojsk amerykańskich oraz zdążenia z całą operacją przed Wielkanocą było postawienie kropki nad „i” w pierwszym kwartale rządów Donalda Trumpa (przysięgę złożył 20 stycznia). Co prawda nowy prezydent USA na razie pozytywnie — w zestawieniu z jego absurdalnymi deklaracjami z kampanii wyborczej — zaskakuje, ale tak naprawdę karty odkryje dopiero podczas szczytu NATO, który zbiera się 25 maja w Brukseli z okazji otwarcia nowego gmachu kwatery głównej, notabene kosztującego grubo ponad miliard EUR. Wszystkie decyzje realizowane obecnie na poziomie wojskowym zostały przecież podjęte politycznie jeszcze przez Baracka Obamę. Oczywiście im więcej wojsk NATO fizycznie stanie na wschodniej flance, tym trudniej będzie kiedyś je wycofać.

Hasło Orzysz przez kilkadziesiąt powojennych lat kojarzyło się polskim żołnierzom dosyć złowrogo. Z zupełnie innym batalionem — dyscyplinarnym, do którego zsyłano z całego kraju wojskowych podpadziochów, których przewiny w ocenie dowódców nie kwalifikowały się jeszcze na sprawy karne. Teraz zakotwiczyła tam sojusznicza opoka naszego bezpieczeństwa, zwłaszcza od strony północno-wschodniej. Grupa batalionowa ma doglądać zwłaszcza cienkiego przesmyku suwalskiego, między Białorusią a rosyjskim okręgiem kaliningradzkim. „W razie czego” same jej siły do jego obrony nie wystarczą, ale przecież NATO z założenia jest sojuszem polityczno-militarnym — i ten drugi człon uruchamia dopiero wtedy, gdy pierwszy okazuje się nieskuteczny.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski