Chińskich bram do UE jest więcej

Niektórzy decydenci wprost z debaty o Centralnym Porcie Komunikacyjnym polecieli z premier Beatą Szydło do Pekinu, aby wstępnie przedstawić tam ten projekt.

FOT. Materiały prasowe EKG

Od czasu organizowania Europejskiego Kongresu Gospodarczego (EKG) w Katowicach w zespole obejmującym Międzynarodowe Centrum Kongresowe z przyległą halą Spodek, liczba jego uczestników rośnie zgodnie z numeracją. Ubiegłoroczna VIII edycja zgromadziła 8 tys., zakończona w piątek IX sięgnęła 9 tys., zatem za rok na jubileusz jak nic stawi się dycha… Być może będzie to próba generalna przed odbywającym się w grudniu 2018 r. w Polsce kolejnym ONZ-owskim szczytem klimatycznym COP24. Misja techniczna ONZ już obejrzała i zaakceptowała dwie rywalizujące lokalizacje, czyli zwarty zespół w Katowicach oraz terytorialnie rozproszony w Gdańsku. O powierzeniu jednemu z tych miast organizacji COP24, gromadzącego nawet 18 tys. delegatów, wkrótce rozstrzygnie rząd.

Elementami globalności IX EKG były bloki paneli poświęconych relacjom z m.in. Chinami. Ba, niektórzy decydenci wprost z debaty o Centralnym Porcie Komunikacyjnym (CPK) polecieli z premier Beatą Szydło do Pekinu, aby wstępnie przedstawić tam ten projekt. Szczyt Pasa i Szlaku zgromadził nadspodziewanie wielu przywódców, co potwierdza znaczenie rozwoju stosunków ich państw z obecnie drugą, a w realnym horyzoncie czasowym może pierwszą gospodarką świata. U nas w rządowym przekazie propagandowym dominuje teza, że Polska ze względu na położenie jest bramą do Unii Europejskiej i dlatego będzie punktem tranzytowo-odbiorczym na Nowym Jedwabnym Szlaku.

Tymczasem z chińskiego punktu widzenia to zaledwie jeden z kilku wariantów. Na pekińskim szczycie bramowe aspiracje zgłosił np. autokratyczny prezydent Recep Tayyip Erdoğan. Jego uzasadnienie położenia Turcji — jako pomostu między Azją i Europą — jest równie mocne i na dodatek wsparte już wieloma konkretami, a nie chciejstwem.

Zresztą zanim Chińczycy przystawili wielką polityczną pieczęć Pasa i Szlaku, biznesowo uruchomili stałe połączenie już dawno. Nie kolejowe, lecz morskie. W 2010 r. potężny armator COSCO (China Ocean Shipping Company) wydzierżawił od gwałtownie potrzebującej gotówki Grecji część strategicznego portu w Pireusie, będącego rzeczywistą bramą do UE. A w 2016 r. rząd premiera Aleksisa Tspirasa, wykonując zobowiązania bankrutującego państwa, sprzedał COSCO 67 proc. udziałów w Pireusie. We własnej kolonii na unijnym brzegu Chińczycy rozpoczęli wielkie inwestycje. Dlatego gdy np. dwa lata temu miałem okazję płynąć nową nitką Kanału Sueskiego, to nie mogło dziwić, że największy napotkany tam statek okazał się chiński.

Właśnie model Pireusu wyraża obecną filozofię hipotetycznego udziału finansowego Chińczyków w inwestycjach w Polsce. Obejmuje ona zarówno kolejowy terminal przeładunkowy w Łodzi, jak i mityczny na razie CPK. Jeszcze nie wiadomo, gdzie miałby zostać zlokalizowany, chociaż w grę realnie wchodzą dwa miejsca koło drogi ekspresowej z Warszawy do Katowic: Babsk bliższy Łodzi lub Mszczonów bliższy stolicy. Ale z deklaracji Mikołaja Wilda, nowo powołanego pełnomocnika rządu ds. CPK, podczas debaty na EKG już wynika, że wypuszczenie z rąk własności tej narodowej inwestycji jest wykluczone. Zatem już na jej starcie w wątku hipotetycznego udziału pieniędzy chińskich zaczynają się schody…

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski