Chleb po igrzyskach

Zwycięstwo 70-letniego Donalda Trumpa nad przeszacowaną w sondażach 69-letnią Hillary Clinton to najbardziej zaskakujący rezultat wyborów prezydenckich w USA od… 1948 r.

W 1984 r. gdy Harry Truman, uważany nawet przez własną partię demokratyczną za niezdolnego do sprawowania prezydentury, uzyskał reelekcję. Brutalna kampania wyborcza oraz samo głosowanie z 8 listopada będą przedmiotem najróżniejszych analiz politologicznych i socjologicznych. Ale — stało się, zatem wypada zastanowić się nad możliwym wpływem wybrania Donalda Trumpa na gospodarkę, a konkretnie na relacje amerykańsko-polskie. Wybraliśmy trzy wątki — losy TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership), perspektywy wymiany handlowej oraz inwestycji bezpośrednich.

Gdyby wsłuchać się w Donalda Trumpa z kampanii, to unijno-amerykańską umowę TTIP można by uznać za posłaną do kosza. Przecież według kandydata na prezydenta wszelkim złem dla gospodarki USA stała się NAFTA (North American Free Trade Agreement) z Kanadą i Meksykiem. I to umowa jedynie handlowa, bez wątku inwestycyjnego przewidzianego w TTIP. Ale prezydent-elekt już w pierwszych wystąpieniach naturalnie złagodniał, co będzie postępowało zwłaszcza po zaprzysiężeniu 20 stycznia 2017 r. Dlatego pogłoski o śmierci TTIP, której ukończenie było ambicją Baracka Obamy, wypada uznać za przedwczesne. Zupełnie inna kwestia, czy negocjowania niepopularnej umowy nie zerwie strona unijna, zwłaszcza w perspektywie przyszłorocznych wyborów we Francji i Niemczech.

Prezydent USA ma władzę tak wielką, że momentami… bardzo ograniczoną.

Republikanie ponownie opanowali Izbę Reprezentantów oraz obronili większość w Senacie — ale absolutnie to nie oznacza, że relacje Donalda Trumpa z Kongresem będą miodowe. W tym kontekście bardzo ważny staje się dobór jego współpracowników i obsada tek rządowych. Dzisiaj nikt nie ma pojęcia, kim będą sekretarze (ministrowie) nie tylko stanu i obrony, lecz także skarbu, handlu, rolnictwa, energii oraz transportu — to wszystko są odrębne departamenty (ministerstwa). No i jeszcze przewodniczący rady gubernatorów rezerwy federalnej, czyli szef banku centralnego. Indywidualista Donald Trump dotychczas stał jak najdalej od establishmentu partii republikańskiej, zatem najważniejszych rządowych decydentów poszuka we własnych zasobach kadrowych. No tak, ale wszyscy sekretarze oraz szef Fedu podlegają zatwierdzeniu przez Senat. Będzie się działo…

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski