Część inwestycyjna poczeka długie lata

ICS uznawany jest przez przeciwników CETA za narzędzie nacisku ponadnarodowych korporacji na państwa.

Podpisanie CETA w 2016 r. było dniem satysfakcji kanadyjskiego premiera Justina Trudeau oraz dwóch unijnych przewodniczących, Jeana-Claude’a Junckera i Donalda Tuska.

Tymczasowe wejście w życie unijno-kanadyjskiej umowy CETA (Comprehensive Economic and Trade Agreement) świat biznesu przyjął dobrze, co potwierdza opinia poniżej. Trzeba jednak nieustająco przypominać, że od wczoraj obowiązuje wyłącznie część handlowa liczącego 1600 stron porozumienia. Po naszej stronie oceanu zostało ono ratyfikowane przez Parlament Europejski oraz drugą izbę legislacyjną wspólnoty, czyli Radę UE. Dla wejścia w życie również przepisów o ICS (Investment Court System) wymagane jest ratyfikowanie CETA przez wszystkie państwa członkowskie UE, zgodnie z ich krajowymi procedurami. Czyli np. w Irlandii odbędzie się referendum, u nas zaś obowiązuje w Sejmie kwalifikowana większość 2/3 głosów.

Jeszcze wiosną upowszechniana była teza, że w sprawie CETA może znajdziemy się w ratyfikacyjnej awangardzie. Rozwojowa część rządu naiwnie wyrażała nadzieje, że procedura skończy sie w 2017 r. Ale obecnie już wiadomo, że Polska znowu obsadzi straż tylną, jak w 2009 r. przy ratyfikacji traktatu z Lizbony. Wtedy prezydent Lech Kaczyński przetrzymał finalny podpis długie miesiące i ledwie wyprzedził eurosceptycznego czeskiego kolegę Václava Klausa.

Teraz chodzi o wspomniany arbitraż inwestycyjny ICS. Przez przeciwników CETA uznawany jest za narzędzie nacisku ponadnarodowych korporacji na państwa. Piętnastka arbitrów miałaby składać się z trzech piątek, delegowanych przez: państwa UE, Kanadę oraz neutralne państwa trzecie. A zatem część spraw, w których Polska byłaby stroną, toczyłaby się bez polskiego arbitra. PiS samą taką teoretyczną możliwość uważa za skandal, ponieważ i w kraju, i za granicą ufa wyłącznie sędziom swojakom. Warunkiem ratyfikowania CETA przez Sejm staje się skonstruowanie ICS na wzór Komisji Europejskiej — rząd każdego państwa ma mieć swojego człowieka. Dlatego postawiłem tytułową tezę.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski