Cztery unijne swobody pozostaną fundamentalne

Tytuł streszcza jedyny związany z brexitem konkret wtorkowego szczytu Rady Europejskiej w Brukseli

FOT. Bloomberg

, jeszcze z udziałem premiera Davida Camerona, oraz kontynuowanego w środę nieformalnego posiedzenia w pomniejszonej formule UE-27. Fundamentalne zasady potwierdzili na zakończenie obrad Jean-Claude Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej, i Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej. Przypomnijmy, że cztery unijne świętości dotyczą swobodnego przepływu: dóbr, usług, kapitału i osób.

Ten ostatni punkt jest mocno kwestionowany przez Brytyjczyków, a według tezy premiera Camerona z jego unijnej ostatniej wieczerzy — właśnie napływ emigrantów był głównym powodem zwycięstwa zwolenników brexitu. Przy czym nie chodzi o falę bliskowschodnich uchodźców, lecz o otwarcie rynku pracy Zjednoczonego Królestwa od razu w 2004 r. dla obywateli dziesiątki nowych państw członkowskich UE — w tym dla Polaków.

Taka teza została przez szefów unijnych instytucji skontrowana, co spowodowało, że pożegnanie się polityków było bardzo chłodne. Priorytetowe traktowanie swobody przepływu osób, w zamian za utrzymanie brytyjskiego dostępu do jednolitego rynku, zapowiada ciężkie negocjacje.

Szczyt nie podjął choćby próby odpowiedzi, kiedy brexit może zostać sfinalizowany w prawie międzynarodowym. W konkluzjach części wtorkowej dopisano na końcu punkt tak lakoniczny, że aż wart przytoczenia: „25. Premier Zjednoczonego Królestwa poinformował Radę Europejską o wyniku referendum w Zjednoczonym Królestwie”.

Plonem środowej dogrywki jest bardziej obszerne oświadczenie, obejmujące siedem punktów. Ale naprawdę wiadomo tyle, że 16 września szefowie państw i rządów zbiorą się znowu w formule UE-27 w Bratysławie, jako że od 1 lipca Słowacja przejmuje półroczną prezydencję Rady UE. Wakacje przebiegną zatem spokojnie formalnie, lecz gorąco merytorycznie.

O czasowym horyzoncie brytyjsko-unijnego rozwodu głośno nikt jeszcze nie odważy się mówić. Zwłaszcza że zależy to od rozwoju sytuacji w samym Zjednoczonym Królestwie — kto przejmie kierownictwo Partii Konserwatywnej i premierostwo, czy rozwiązaniem politycznego pata nie będą jesienią przedterminowe wybory, czym skończy się prounijna postawa Szkocji i kiedy realnie można spodziewać się wpłynięcia z Londynu do Brukseli formalnego wniosku o wystąpienie z UE, w celu jego notyfikacji.

Podczas szczytu słyszałem, że wtedy nastąpi start ostry — zatem czyżby wypadało uznać głosowanie z 23 czerwca za… honorowy? Ponieważ politycy boją się prognozować, prywatnie typuję logiczny termin nieprzekraczalny. Otóż Zjednoczone Królestwo powinno wygasić formalne członkostwo w UE najpóźniej 31 maja 2019 r. Chodzi o to, że w pierwszych dniach czerwca odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego i wtedy sytuacja musi już być prawnie czysta.

Kalendarzową tezę secesyjną opieram na doświadczeniachakcesyjnych dziesiątki państw z 2004 r. Wtedy data naszego przystąpienia została ustalona od 1 maja, w środku roku budżetowego — a nie np. od 1 stycznia lub od 1 lipca, czyli półrocza — właśnie ze względu na wybory do PE. Maj był miesiącem formalnego okrzepnięcia i przygotowania się do głosowania na początku czerwca. Oprócz względów stricte politycznych inną kluczową kwestią jest konieczność dotrzymania przez odchodzącego płatnika netto zobowiązań budżetowych, przyjętych w wieloletniej perspektywie 2014–20. Ale to można rozwiązać np. wcześniejszym rozliczeniem brytyjskich należności (i oczywiście rabatu) z całej siedmiolatki.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski