Czy PiS dobije OFE i giełdę

Rząd ponoć pracuje nad skonsolidowaniem 14 OFE w 1. Ten skok na kasę będzie trudny, a skutki opłakane.

Rząd chce połączyć 14 OFE w jeden fundusz zarządzany przez państwową instytucję (PZU czy BGK) – taką sensacyjną informację podała piątkowa „Rzeczpospolita”

Sensacyjną, bowiem jeszcze nie tak dawno Paweł Szałamacha, minister finansów, mówił że OFE pozostaną w obecnym kształcie.

Sensacyjną, bowiem Mateusz Morawiecki, wicepremier i minister rozwoju, opiera wielki gospodarczy plan na pobudzeniu prywatnych oszczędności i rozwoju rynku kapitałowego i jeszcze niedawno deklarował, że nie będzie przejęcia OFE

Sensacyjną, bowiem warszawska giełda jest ważna dla Dawida Jackiewicza, ministra skarbu, o czym mówił choćby przy okazji zmiany prezesa GPW

Wyjścia są zatem dwa: albo anonimowym informatorem „Rz” jest ktoś spoza kręgu decyzyjnego w rządzie i takimi przeciekami robi rządowi krecią robotę albo najważniejsi przedstawiciele rządu co innego mówią, a co innego robią. Paweł Sołtys, dziennikarz radiowej Trójki, na Twitterze zaprezentował nawet próbkę retoryki, którą można będzie nacjonalizację OFE wesprzeć „to nie nacjonalizacja, bo aktywa w OFE nie są prywatną własnością. A skoro kupowano za publiczne pieniądze, to można zrobić to co z obligacjami skarbu państwa” (zostały przeniesione z OFE do ZUS). Na wypadek gdyby drugi scenariusz (że rząd co innego mówi a co innego robi) był realny przeanalizowałem konsekwencje takiej operacji.

Nacjonalizacja prywatnego biznesu

Pod hasłem „konsolidacji 14 funduszy w 1”, kryje się dużo więcej niż „obniżenie opłaty za zarządzanie”. To w praktyce nacjonalizacja prywatnych oszczędności oraz spółek. Firmy takie jak: LPP, Asseco, CCC, Magellan, Robyg, Agora, ATM, Intercars, Kruk, Amrest, Pelion, Vistula, Integer i wiele wiele innych nagle obudzą się w nowej rzeczywistości. Ponad 30 proc. akcji tych od zawsze prywatnych biznesów będzie w rękach państwa. W przypadku kilkudziesięciu innych spółek państwo nie będzie miało kontroli, ale będzie znaczącym akcjonariuszem np. Michał Sołowow, który rozwija chemicznego giganta Synthos będzie musiał na walnym dyskutować z przedstawicielem skarbu. Podobnie Zygmunt Solorz-Żak, bo nagle kilkanaście procent Cyfrowego Polsatu będzie państwowe.

Zniszczenie polskich perełek

Ciekawą sprawą jest kto i jak zarządzałby przejętymi w ten sposób spółkami. Nie będę dowodził, że państwo jest zawsze złym właścicielem, bo są przypadki, gdy jest dobrym. Ale na pewno państwo nie zbudowałoby potężnej sieci odzieżowej, która rozpycha się po świecie (LPP), regionalnego potentata obuwniczego (CCC), nie podbijałoby świata paczkomatami (Integer), nie zbudowałoby giganta IT który jest w czołówce Europy i ruszył do Afryki (Asseco), nie zbudowało potężnej sieci restauracji (Amrest)… Takimi biznesami nie da się zarządzać pasywnie, to nie są narodowe czempiony, które płacą miliardowe dywidendy i realizują strategiczne inwestycje, wymagają ducha przedsiębiorczości, elastyczności, kreatywności i nierzadko podejmowania ryzyka. Prywatny właściciel inaczej układa relacje w pracownikami (jednych zwalnia, innym płaci grube miliony), jest odporny na partyjne naciski i ma wizję dłuższą niż cykl wyborczy, inaczej inwestuje (choćby dlatego że nie podlega pod ustawę o przetargach). Do tej pory wspomniane spółki były polską dumą, po przejściu we władanie państwa byłoby im znacznie trudniej. Niektóre spółki mogłyby próbować się bronić: przenieść z GPW na giełdę np. w Londynie (pierwsze jaskółki już są) lub poszukać inwestora, który by wykupił i ściągnął z giełdy. Pytanie, czy na pewno chcemy takiej ucieczki polskich pereł. Pisał o tym na Dyskusji.biz, kilka miesięcy temu Kamil Gemra.

Marginalizacja warszawskiej giełdy

Oczywistą konsekwencją byłoby dobicie warszawskiej giełdy. Już pierwsza reforma OFE (ścięcie składki i przejęcie obligacji) mocno dała się jej we znaki. Wbrew zaklęciom Jacka Rostowskiego, ówczesnego ministra finansów i Adama Maciejewskiego, ówczesnego prezesa GPW, obroty spadły. To oczywiste – zmalała siła lokalnych inwestorów, co zniechęciło część zagranicznych. To właśnie dzięki temu, że OFE były potężnym inwestorem, zagraniczni czuli się u nas dobrze (mieli możliwość sprzedaży akcji), tym między innymi różniła się GPW od martwych giełd w Pradze czy Budapeszcie. Gdyby doszło do zapowiadanej zmiany stan ten by się dramatycznie pogorszył. Obroty spadłyby jeszcze bardziej. Dziś jeden OFE mają różne strategie: jeden kupuje akcje, inny sprzedaje, jeden lubi IT, a inny handel itp. itd. Gdy będzie jeden fundusz ruchu będzie znacznie mniej. A spółki, które nagle staną się państwowe będą mniej atrakcyjne dla inwestorów zagranicznych, bo wielu z różnych przyczyn nie wchodzi interesy z państwami. Spadająca płynność rynku zniechęci dużych inwestorów. Konsekwencją będzie duże utrudnienie w pozyskiwaniu kapitału dla polskich firm, bo dużo trudniej będzie w takich warunkach przeprowadzić emisję akcji.

Skomplikowana operacja

I na koniec, choć przejęcie ponad 141 mld zł zgromadzonych w OFE, może być kuszące, to będzie bardzo trudne. W kilkudziesięciu spółkach taki państwowy fundusz miałby ponad 33 proc. akcji co oznacza że musiałby ogłosić wezwanie na pozostałe akcje. Z czego sfinansowałby wykup? Kto i jak będzie zarządzał funduszem, w którym w będzie tak dużo spółek, tym bardziej że w wielu przypadkach skarb nie byłby pasywnym inwestorem finansowym lecz inwestorem dominującym, a więc decydującym o losach spółki. Nie mówiąc już o tym, że jakoś trzeba by wymusić na prywatnych firmach zarządzających OFE oddanie własności. Co z umowami z klientami?

Mam nadzieję, że rząd zdaje sobie sprawę z powyższych konsekwencji i na taki krok się nie zdecyduje. Znaczące zwiększenie udziału państwa w gospodarce i zabicie rynku kapitałowego miałoby dramatyczne skutki w długim terminie, dużo poważniejsze niż krótki efekt przejęcia 160 mld zł i zrealizowania dzięki temu mniej lub bardziej sensownych rządowych projektów.

Grzegorz Nawacki
Grzegorz Nawacki