Delegitymizacja uderza obosiecznie

Obowiązująca konstytucyjna jubilatka ma kapitalną cechę – otóż jest.W bardzo znamiennej ciszy wczoraj obchodziła dwie dekady obowiązywania Konstytucja RP. Wejście jej w życie akurat 17 października 1997 r. było kalendarzowym przypadkiem. Symbolicznie znacznie ważniejsza jest data uchwalenia konstytucji przez Zgromadzenie Narodowe, czyli 2 kwietnia 1997 r., a także referendum zatwierdzającego — 25 maja. Wyjątkowo nie miało dla jego ważności warunku 50-procentowej frekwencji. Zagłosowało tylko 42,86 proc. uprawnionych, aż 57,14 proc. ustawa zasadnicza nie zainteresowała. W głosach ważnych odpowiedzi „tak” wygrały z „nie” procentowo 53,45 do 46,55. Jednak odniesienie owego „tak” do liczby wszystkich dorosłych Polaków dało zaledwie 22,59 proc., to nawet nie ćwiartka.

Demonstracyjne zapomnienie o jubileuszu Konstytucji RP przez obecnych władców kraju nie dziwi. Politycznie traktują ją przecież jako niemal nieistniejącą. Prezydent Andrzej Duda prowadzi wywołującą zerowe zainteresowanie kampanię przed referendum, w którym pytania miałyby odnosić się do wyimaginowanej nowej konstytucji. Notabene po jego lipcowych wetach prezes Jarosław Kaczyński karze krnąbrnego podopiecznego odcięciem się od jego pomysłu. Generalnie jednak zgadza się z tezą prezydenta, że „Konstytucja która jest, rzeczywiście — można jasno powiedzieć — jest konstytucją mniejszości, spośród uprawnionych głosowało za nią tak naprawdę 22 proc.”.

Demonstracyjnie delegitymizując Konstytucję RP, jej główny strażnik zapomniał jednak o prawdzie zapisanej w tytule. W 2015 r. Andrzej Duda w głosach ważnych pokonał Bronisława Komorowskiego procentowo 51,55 do 48,45, lecz w odniesieniu do liczby wszystkich uprawnionych zebrał tylko 28,10 proc. Jeszcze bardziej obnażające niewygodną prawdę są wyniki pierwszej tury, w której otrzymał tylko… 16,88 proc. głosów uprawnionych. Do kompletu trzeba przypomnieć, że w wyborach do Sejmu lista PiS zebrała zaledwie 18,65 proc. głosów wszystkich dorosłych Polaków.

Przepisy wyborcze nawet tak małe poparcie przekładają na pełnię władzy. W wyborach prezydenckich zwycięzca bierze wszystko z definicji, natomiast trudno się pogodzić z zawłaszczaniem przez partię, którą w 2015 r. poparłomniej niż 1/5 Polaków — 100 proc. władzy we wszystkich dziedzinach życia. Analogiczny mechanizm dotyczy jednak Konstytucji RP — rzeczywiście, nie jest ona dziełem, z którym utożsamiła się w 1997 r. większość społeczeństwa. Ale identycznie odległe były jej poprzedniczki, na czele z idealizowaną Konstytucją 3 Maja. Obowiązująca jubilatka ma jednak kapitalną cechę — otóż jest.

Wszyscy dyskwalifikujący ją pozostają bezradni wobec prawnej niemożliwości jej zmiany. Notabene środowiska pokonane w referendum z 1997 r., czyli m.in. obecne PiS, gdy tylko jest im to przydatne — mają usta pełne wybiórczych norm tak obrzydliwej co do zasady Konstytucji RP. Jej zapisy np. skutecznie blokowały, w szczycie powodzenia PO, możliwość zmiany złotego na euro. Dlatego obstawiam, że mimo braku szacunku obecnych władców — dwudziestolatka doczeka kolejnego, srebrnego jubileuszu.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski