Diamentowe gody skażone brexitem

Przy okazji diamentowych godów wspólnoty europejskiej trudno uniknąć wrażenia, że unijna pamięć jest bardzo… selektywna.

Jacek Zalewski

Cztery wieki przed naszą erą wzgórze Kapitol w Rzymie było jedynym miejscem, które obroniło się przed najazdem Galów — dzięki gęsiom, które swoim zgiełkiem ostrzegły śpiących obrońców przed nocnym szturmem. W sobotę na owym świętym wzgórzu prezydenci/premierzy Unii Europejskiej mają przyjąć deklarację, w której spróbują określić, w jaki sposób wspólnota ma się bronić przed współczesnymi zagrożeniami. Potomkowie Galów dzisiaj są filarami UE, z zewnątrz czyhają zupełnie inne ludy, ale tak naprawdę nowe rzymskie imperium ulega erozji od środka.

Wypada przypomnieć, że 25 marca 1957 r. na Kapitolu podpisane zostały dwa traktaty. Zdecydowanie ważniejsze następstwa miał ten ustanawiający Europejską Wspólnotę Gospodarczą — w kalendarium przypominamy jej rozrost oraz przekształcenie w Unię Europejską. 60 lat temu równie ważne wydawało się ustanowienie Europejskiej Wspólnoty Energii Atomowej, ale w tej dziedzinie największym osiągnięciem jest bodaj… model Atomium w Brukseli. Przy okazji diamentowych godów trudno uniknąć wrażenia, że unijna pamięć jest bardzo… selektywna. Przecież w tej samej kapitolińskiej sali podpisany został 29 października 2004 r. zupełnie inny traktat — ustanawiający Konstytucję dla Europy. Z tamtej gali zapamiętałem lukier, którym ociekały przemówienia eurokratów o doniosłości historycznej chwili. Pół roku później konstytucja przepadła w dwóch referendach ratyfikacyjnych, we Francji i Holandii.

Unijne złote gody zorganizowały 25 marca 2007 r. Niemcy, z racji sprawowania rotacyjnej prezydencji. Wtedy w Berlinie przyjęta została deklaracja „My, obywatele Europy”, co brzmiało prawie jak amerykańskie „My, naród”. Jej górnolotność fragmentami jest dla statystycznego mieszkańca UE wręcz mdła. Ale tamten dokument przyjęty został — w imieniu Polski przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego — w cieplarnianych warunkach, przed kryzysem finansowym, zapaścią Grecji i strefy euro, eksplozją migracji, wreszcie — brexitem. Podczas złotych godów możliwość opuszczenia przez jakiś kraj UE wydawała się taką abstrakcją, że pół roku później w traktacie z Lizbony… właśnie taką prawną możliwość przewidziano, jako absolutnie teoretyczną. Przewrotność losu sprawia, że w rocznicę diamentową się ona materializuje — premier Theresa May będzie na Kapitolu, a kilka dni później złoży traktatową notyfikację wystąpienia Zjednoczonego Królestwa z UE.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski