Nie dla wszystkich urlopowa kanikuła

Brukselska dzielnica unijna w sierpniu pustoszeje, a zakłócenie kanikuły musi być uzasadnione ważnymi wydarzeniami.

Donald Tusk. Fot. Marek Wiśniewski

W tych dniach Komisja Europejska jednak czuwa, poruszona wieściami z Waszyngtonu. Podpisana przez niemającego wyboru Donalda Trumpa ustawa nakładająca nowe sankcje wobec Rosji (dotyczące również Iranu i Korei Północnej są z unijnej perspektywy marginaliami) przyjęta została w wersji nieco lżejszej dla zachodnioeuropejskich koncernów energetycznych. Podniesiony został próg, od którego projekt z rosyjskim udziałem kapitałowym (przyjęto powyżej 33 proc.) może zostać objęty sankcjami. Wszystko wyjdzie w szczegółach, ale z polskiego punktu widzenia najważniejsze są konsekwencje sankcji dla inwestycji na Bałtyku. Nie tylko dla gazociągu Nord Stream 2, lecz także dla eksploatacji pierwszej nitki, w której udziały oprócz Gazpromu mają koncerny niemieckie, francuskie i holenderskie. Może nie dojść do skutku również budowa rosyjskiego terminalu LNG w Zatoce Fińskiej.

Sygnałem potwierdzającym natomiast spowolnienie tempa brukselskiej eurokracji był przyjazd Donalda Tuska. Przewodniczący Rady Europejskiej (RE) drugi raz przesłuchany został jako świadek z tytułu zajmowania przez wiele lat stanowiska prezesa Rady Ministrów. Tym razem jednak nie przez wojskową komórkę Prokuratury Okręgowej w Warszawie, lecz przez Prokuraturę Krajową (PK) — w sprawie działania służb państwa w 2010 r. po katastrofie smoleńskiej. Były premier oczywiście jest zwyczajnym obywatelem RP, ale przesłuchiwanie polityka zajmującego wysokie stanowisko międzynarodowe zawsze staje się wydarzeniem nadzwyczajnym. PK dokładnie powtórzyła bezmyślność podległej jej instancji okręgowej i pierwotnie wezwała przewodniczącego RE na 5 lipca, czyli w czasie sesji Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, w której jego udział jest obowiązkowy. Ta recydywa terminowych kolizji zdumiewa. Za pierwszym razem wezwanie na 15 marca zostało po negocjacjach zgodnie przeniesione na 19 kwietnia, a teraz z 5 lipca — na 3 sierpnia. Prokuratorom wystarczyło spojrzeć w kalendarz sesji PE, by uniknąć urzędniczego blamażu. Chyba że… chodziło im właśnie o nagłośnienie rzekomego lekceważenia przez unijnego dygnitarza obowiązków obywatelskich. Niestety dla obecnych władców kraju prokuratura, komisja sejmowa etc. są, w sensie kalendarzowym, wobec Donalda Tuska… petentami. I tak będzie aż do 30 listopada 2019 r., czyli dłużej, niż potrwa kadencja parlamentu w Polsce.

Bezsporny jest szerszy kontekst śledztw, w których świadkuje były premier. Nowa ekipa rządząca, krytycznie oceniająca całą działalność poprzedniej, próbuje dobierać się do niej zarzutami karnymi. To standard ogólnoświatowy i ponadustrojowy. Zapowiedzi takich rozliczeń słyszymy w Polsce niemal codziennie, w najróżniejszych dziedzinach, również w obszarze transakcji biznesowych. Jednak wobec pustki dowodowej zdecydowana większość ogranicza się do chciejstwa. Przy okazji wczorajszej bytności Donalda Tuska prezes Jarosław Kaczyński przypomniał, że jeszcze przed reelekcją przewodniczącego RE ostrzegał kanclerz Angelę Merkel, iż z popieranym przez nią kandydatem „może być różnie”. Wynik reelekcji Donalda Tuska 27:1 potwierdził, że w gronie unijnych prezydentów i premierów (łącznie np. z Viktorem Orbánem) owa „różność” absolutnie nikogo nie obchodzi.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski