Do jesieni 2019 r. na pewno, a dalej…

Nieskuteczny wniosek Grzegorza Schetyny zapisał się w kronikach spraw beznadziejnych, podobnie jak forsowanie przez PiS w identycznym trybie Piotra Glińskiego jako tzw. premiera technicznego.

Losy wniosku Platformy Obywatelskiej (PO) „o wyrażenie wotum nieufności Radzie Ministrów kierowanej przez Prezes Rady Ministrów Panią Beatę Szydło i wybranie Pana Grzegorza Schetyny na Prezesa Rady Ministrów” były oczywistością już w momencie jego złożenia. Nieskuteczna próba zapisała się w kronikach spraw beznadziejnych, podobnie jak w poprzedniej kadencji forsowanie przez Prawo i Sprawiedliwość (PiS) w identycznym trybie Piotra Glińskiego jako tzw. premiera technicznego. W piątek jedyną niewiadomą była postawa mniejszych partii opozycyjnych. Wniosek PO przepadł 174:238, przy 4 posłach wstrzymujących się i aż 44 niegłosujących, głównie klubu Kukiz ’15. Politycznie za wyrzuceniem Beaty Szydło opowiadało się około 220 posłów, ale za wyborem Grzegorza Schetyny — zaledwie 130 z PO. Konstruktywne wotum nieufności dopuszcza jednak tylko jedno przyciśnięcie guzika…

Żadnych rozterek w głosowaniu nie miało natomiast silne i zwarte do walki PiS. Jest nie tylko partią władzy, której celem stało się obsadzenie własnymi ludźmi absolutnie wszystkich instytucji i dziedzin życia publicznego. Realizuje także jakąś dziejową misję, na podstawie otrzymanego w wyborach 25 października 2015 r. mandatu od niecałych 18,7 proc. Polaków uprawnionych do głosowania. Przypominanie prawdziwego poparcia od suwerena — czyli całego elektoratu — jest dla władców kraju strasznie niewygodne. Zasady gry są jednak niepodważalne i — czy się komuś podoba, czy nie — do wyborów jesienią 2019 r. tzw. dobra zmiana będzie się gruntowała.

Logika konstruktywnego wotum nieufności wskazuje, że powinno być zgłaszane dopiero wtedy, gdy w obozie władzy postępuje erozja. W III RP taka sytuacja wystąpiła dekadę temu, gdy kadencja 2005–09 nie dotarła nawet do połowy, ale koalicja PiS z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin gniła. Wtedy Donald Tusk nie proponował jednak konstruktywnego wotum nieufności wobec premiera Jarosława Kaczyńskiego, z własną osobą jako następcy. Wybrał inne ścieżki nękania prezesa. Przede wszystkim tworzył atmosferę do samoskrócenia kadencji Sejmu (obejmuje to i Senat), co zaowocowało 7 września 2007 r. uchwałą przyjętą miażdżącym stosunkiem głosów 377:54 (minimum wynosi 307), przy 20 wstrzymujących się i 9 nieobecnych.

Wcześniej jednak wpadł na inny pomysł, proceduralnie szatański. 10 lipca 2007 r. PO złożyła… 19 odrębnych wniosków o wotum nieufności wobec wszystkich ministrów, oprócz samego premiera Jarosława Kaczyńskiego. Była to droga do wyrzucenia całego rządu, ale bez ryzyka wystawienia Donalda Tuska na porażkę. Do tamtych hurtowych głosowań nigdy nie doszło, ponieważ w okresie wakacji prezes PiS kilku niewiernych ministrów sam się pozbył, a w obronie 15 wiernych zastosował równie szatański chwyt. Cichcem złożył 7 września do prezydenta Lecha Kaczyńskiego wnioski o ich odwołanie (a później o ponowne powołanie), co czekające wnioski PO dezaktualizowało. Młodszy bliźniak polecenie starszego oczywiście wykonał, ale była to obrona krótkoterminowa. Mniejszościowy rząd PiS już staczał się po równi pochyłej, na której końcu znalazło się wspomniane skrócenie kadencji. Obecnie jednak sytuacja na szczytach państwa jest od tamtej odległa biegunowo.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski