Dobra zmiana obala prawa fizyki

Skonstruowana wirtualnie hipoteza podkomisji smoleńskiej o prawdopodobnej (chociaż nie pewnej) tzw. eksplozji termobarycznej na pokładzie to niedorzeczność.

Prezentacja dorobku podkomisji w sali kinowej Wojskowej Akademii Technicznej nie została poparta jakimikolwiek dowodami – pozostały one skryte w ciemności.Fot. FORUM

Siódma rocznica katastrofy smoleńskiej potwierdziła, że rów społeczny będący następstwem tragedii z 10 kwietnia 2010 r. z każdym rokiem się pogłębia i nie ma szans, aby kiedykolwiek został zasypany. Osobiście mam do narodowej tragedii stosunek wyjątkowy, albowiem w prowadzonej przez prokuraturę sprawie organizacji lotów do Smoleńska w środę 7 kwietnia 2010 r. (wizyta premiera) i w sobotę 10 kwietnia (wizyta prezydenta) otrzymałem status… pokrzywdzonego. Prokuratura tamto dochodzenie umorzyła (obecnie toczy się sprawa sądowa z oskarżenia prywatnego), ale obejmująca blisko 300 osób lista jest niezwykła — zebrani zostali z obu dni uczestnicy lotów zakończonych normalnie oraz rodziny 96 ofiar lotu tragicznego.

Przez siedem lat pochłonąłem setki stron smoleńskich dokumentów, zarówno oficjalnych raportów, jak również tez zespołu parlamentarnego. 9 maja 2010 r. zaś, czyli miesiąc po katastrofie, miałem okazję (przy bytności w Smoleńsku p.o. prezydenta Bronisława Komorowskiego) przejść dobrze widoczną ścieżkę ścinania drzew przez nieszczęsną maszynę Tu-154M na podejściu do lotniska. Drobne elementy płatowca, absolutnie nieodpornego na najmniejsze nawet przeszkody napotykane w powietrzu (już pojedynczy ptak powoduje wgniecenie), odpadały już na tej ścieżce przed trafieniem na masywną brzozę, która po urwaniu skrzydła wywołała półbeczkę, zabójczą dla wszystkich osób na pokładzie. Dlatego skonstruowana całkowicie wirtualnie, przedstawiona wczoraj hipoteza tzw. podkomisji smoleńskiej — która ze względu na brak ustawowych kwalifikacji członków nie może być komisją — o prawdopodobnej (chociaż nie pewnej) tzw. eksplozji termobarycznej na pokładzie to niedorzeczność. Twórca podkomisji Antoni Macierewicz stawiał taką tezę już na długo przed tym, zanim został ministrem, zatem trudno się dziwić, że jego nominaci starają się obecnie wykonać zamówienie płatnika. Wobec rzucenia przez podkomisję absurdu bez jakichkolwiek dowodów materialnych wypada mi tylko przypomnieć tytuł mojego gorącego komentarza z 12 kwietnia 2010 r. Dwa słowa „Tragiczna szarża” nadal ujmują sedno wszelkich uczciwych raportów, odczytów skrzynek, symulacji etc. Prawa fizyki to przecież występujące w przyrodzie stałe zjawiska i nie podlegają tzw. dobrej zmianie.

Notabene zdumiewa forsowanie obecnie przez władzę dwóch całkowicie sprzecznych tez smoleńskich. Z jednej strony — prokuratura obciąża odpowiedzialnością za złe naprowadzanie Tu-154M kontrolerów rosyjskich. I to jest kierunek słuszny, albowiem w warunkach panujących 10 kwietnia w Smoleńsku odpowiedzialna kontrola naziemna powinna bezwzględnie zamknąć lotnisko. Zwracam jednak uwagę na drobiazg — otóż jurysdykcja polskiej prokuratury, a także nasz Kodeks karny (art. 173 i 174 o przestępstwach przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji) na terenie Federacji Rosyjskiej nie istnieją. Z drugiej zaś strony — skoro według podkomisji samolot miał rzekomo rozpadać się już nad ziemią, to jakąż winę za jego uderzenie w ziemię ponoszą kontrolerzy?

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski