Dzisiaj do Unii byśmy nie weszli

Na początku XXI wieku Polska wygrała bardzo szczęśliwy los. W okresie finalizowania negocjacji akcesyjnych z UE wpływ decyzyjny Jarosława Kaczyńskiego oraz PiS był dokładnie zerowy.

Na sali plenarnej Sejmu poza flagą państwową jeszcze uchowała się unijna, ale znaczenie dwunastu złotych gwiazdek rządzący oraz opozycja rozumieją inaczej.

Atmosfera polityczna w Polsce tuż przed 60. urodzinami nie tyle Unii Europejskiej, ile jej poprzedniczki Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej wyklucza podjęcie przez Sejm okolicznościowej uchwały przez aklamację. PiS przeforsowało w komisji swoją wersję i oczywiście przyjmie ją w głosowaniu izby, odrzucając pomysły opozycji. Koncepcje istotnie różnią się językiem oraz filozofią — rządząca partia akcentuje obecny kryzys UE oraz umacnianie podmiotowości państw członkowskich, natomiast pomija wartości łączące 27 bardzo różnych państw podtrzymujących wspólnotę.

Na trzy doby przed przyjęciem przez jubileuszowy szczyt w Rzymie przyszłościowej deklaracji wypada zatem trzymać się nadziei. Unijne dokumenty generalnie są tak ogólnikowe i pojemne, że raczej uda się znaleźć zapisy kompromisowe i premier tym razem nie będzie musiała wykonywać rozkazu prezesa o odmowie zaakceptowania deklaracji. Oby wstyd na całą Europę po ostatnim szczycie w Brukseli okazał się klęską jednorazową. Przypomnę, że Beata Szydło odmówiła zaakceptowania ważnych, merytorycznych konkluzji Rady Europejskiej wyłącznie dlatego, iż jeden z 17 punktów zwyczajnie odnotowywał to, co się… wydarzyło — reelekcję Donalda Tuska.

Uchwała Sejmu na szczęście potwierdza, że członkostwo Polski w UE jest niepodważalne.

Opozycyjne pogłoski, że rządową obstrukcję można traktować jako przepowiednię przyszłościowego polexitu, to oczywiście niedorzeczności. Ale zarazem trudno uniknąć refleksji, że na początku XXI wieku niepodległa Polska wygrała bardzo szczęśliwy los. Chodzi o to, że w okresie finalizowania negocjacji akcesyjnych wpływ decyzyjny Jarosława Kaczyńskiego oraz nowo powstałego PiS na cokolwiek był dokładnie zerowy. Ograniczył się co najwyżej do poparcia w 2003 r. pozytywnego głosowania w referendum. Dzisiaj o secesji Polski z UE absolutnie nie ma mowy, ale gdyby we współczesnych realiach tzw. dobrej zmiany rozstrzygała się akcesja — stałoby się jak w tytule.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski