Europa nie wie, co teraz (wybory w USA)

Po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta USA w amerykańskich metropoliach utrzymuje się szok, objawiający się demonstracjami przeciwko konstytucyjnemu wyborowi dokonanemu przez stany z prowincji. Bardziej zdumiewająca jest reakcja polityków po naszej stronie Atlantyku. Po wysłaniu przez Donalda Tuska, przewodniczącego Rady Europejskiej, depeszy gratulacyjnej głos zabrał Jean- -Claude Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej. Publicznie wygłosił ostre tezy, że „wybór Trumpa stanowi ryzyko naruszenia stosunków międzykontynentalnych” oraz „stracimy dwa lata, zanim pan Trump pozna świat, którego nie zna”. Merytorycznie Juncker ma świętą rację, ale dyplomatycznie — o rany…

Fot. Wikipedia Commons

Ostrożniej wypowiedział się Jens Stoltenberg, sekretarz generalny Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego.

Norweg nie reprezentuje interesów europejskich, wszak NATO powstało w Waszyngtonie i na zasadzie umowy naczelnym dowódcą jest Amerykanin, a koordynatorem politycznym całości — reprezentant Europy. Stoltenberg przypomniał Trumpowi, że „obecnie stoimy w obliczu największego w tym pokoleniu zagrożenia dla bezpieczeństwa” oraz „to nie czas na podważanie wartości naszego partnerstwa”. Na podstawie tych sygnałów obstawiam, że Donald Trump w 2017 r. raczej przybędzie do Brukseli na szczyt NATO w nowej siedzibie blisko lotniska Zaventem — ale prosto stamtąd wróci do Air Force One i na dzielnicę unijną nawet nie spojrzy. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski