Gminy boją się tzw. dobrej zmiany

W zależności od tego, która ekipa przejmuje władzę w centrali, trwa przeciąganie uprawnień z urzędu wojewódzkiego do marszałkowskiego lub odwrotnie.

Gminy dźwigają znaczny ciężar postępu infrastrukturalnego oraz zagospodarowują dużą część funduszy unijnych.

Dzień Samorządu Terytorialnego wypadł w sobotę, zatem jego upamiętnienie naturalnie rozciągnęło się na kilka dni, do poniedziałku. Ustanowiony został 27 maja na pamiątkę pierwszych wyborów gminnych z 1990 r., przeprowadzonych po ustawowym reaktywowaniu samorządu przez rząd Tadeusza Mazowieckiego. Właśnie reforma samorządowa zasadnie uważana jest za najbardziej udaną ze wszystkich w III RP. Koniecznie trzeba jednak zaznaczyć, że chodzi o odrodzenie samostanowiących gmin. To właśnie one — a taki status mają wszystkie miasta, łącznie z Warszawą — dźwigają znaczny ciężar postępu infrastrukturalnego oraz zagospodarowują dużą część funduszy unijnych.

Na zupełnie inną ocenę zasługuje odtworzenie w 1998 r. powiatów. Był to strukturalny błąd koalicyjnego rządu Jerzego Buzka, albowiem postęp technologiczny łączności uczynił całkowicie zbędnym sztuczny twór administracyjny. Powiaty do dzisiaj nie mogą sobie odnaleźć miejsca i zajmują się głównie wydawaniem sztywno znaczonych pieniędzy. Nadziei z 1998 r. nie spełniają także dualistyczne, rządowo-samorządowe województwa. W zależności od tego, która ekipa przejmuje władzę w centrali, trwa przeciąganie uprawnień z urzędu wojewódzkiego do marszałkowskiego lub odwrotnie. Obecni władcy kraju obrali zdecydowany kurs na okrawanie uprawnień marszałków. Wynika to z okoliczności, że w 15 na 16 województw rządzi koalicja PO/PSL, czasem z pomniejszymi aliantami, a jedynym regionem „wzorcowym” jest nadzwyczajnie hołubione przez PiS Podkarpacie.

Władcy kraju na szczęście wycofali się z zapowiedzi skrócenia kadencji samorządówwojewódzkich i czekają na planowe wybory. Wypada wyrazić nadzieję, że rozsądnie znowelizowany zostanie kodeks wyborczy i odbędą się one jednak nie 11 listopada 2018 r., lecz w którąś z niedziel wcześniejszych. Pod wpływem oddolnej krytyki rządząca partia wycofała się z pomysłu objęcia limitem dwukadencyjności wójtów/burmistrzów/prezydentów już obecnie sprawujących mandat po raz drugi, trzeci czy nawet czwarty. Obecnie wielkie obawy samorządowców wywołuje inny projekt, pojawiający się niczym burzowa chmura na horyzoncie. Chodzi o pomysł tzw. dobrej zmiany, polegającej na wyeliminowania drugiej tury w bezpośrednich wyborach organów wykonawczych w gminach. Prowadziłoby to do sytuacji, że bardzo silnym ustawowo wójtem/burmistrzem/prezydentem zostawałby kandydat z poparciem np. 30 proc. głosujących. Nie miałby legitymacji do jednoosobowego rządzenia, ale na pewno znacznie częściej niż obecnie reprezentowałby PiS…

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski