Instytucjonalne nowe rozdanie?

Podczas samochwalebnej akademii 15 listopada w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (KPRM), ku czci rocznicy zaprzysiężenia gabinetu Beaty Szydło, uhonorowanym gościem zewnętrznym był Piotr Duda, przewodniczący NSZZ Solidarność.

Fot. Marek Wiśniewski

To następstwo podpisania przez Prawo i Sprawiedliwość ze związkiem porozumienia wyborczego podczas ubiegłorocznej kampanii. Notabene do niedawna Piotr Duda był również pierwszym, rotacyjnym przewodniczącym Rady Dialogu Społecznego (RDS).

Bardzo znamienne stało się niezaproszenie do KPRM obecnego przewodniczącego RDS — w imieniu pracodawców mandat ten przejęła na rok Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan. Wczoraj podczas zjazdu Solidarności w Płocku było już fair — gościli oczywiście prezydent i premier, ale szef związku pamiętał o partnerce. W posłaniu do delegatów Henryka Bochniarz podkreśliła, że dialog społeczny powinien być w polskim życiu publicznym wartością… rozpoznawalną.

Podczas spotkania 19 października u prezydenta RP wszyscy doceniali, że instytucjonalny dialog społeczny został wznowiony. Utworzenie RDS absolutnie jednak nie oznacza, że poprawiły się jego realia. Dowodem jest bardzo ograniczony dorobek pierwszego roku RDS, przy jej niemal zerowym wpływie na finalną treść ustaw czy rozporządzeń.

Z założenia traktowana jest jako kwiatek do rządowego kożucha. Projekty dokumentów trafiają z tak krótkim terminem zaopiniowania, że udziałowcy RDS nie mają czasu na wniesienie uwag. Najbardziej jaskrawy przykład z minionego roku to rządowy dyktat — przy aplauzie związkowców i proteście pracodawców — minimalnej płacy miesięcznej oraz stawki godzinowej.

Z niedawnego Kongresu 590 w Rzeszowie-Jasionce rząd wysłał do organizacji biznesowych wyraźny sygnał. Władcy państwa owładnięci są wprowadzaniem tzw. dobrej zmiany, ale tam, gdzie nie widzą możliwości — po prostu budują własną rzeczywistość. Dlatego merytorycznym partnerem upolitycznionego kongresu był „swojak” — Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.

W ogóle nie zaistniały natomiast wielkie podmioty zasiadające w RDS: Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej, Konfederacja Lewiatan, Business Centre Club oraz Związek Rzemiosła Polskiego. Na podstawie ustawy oraz badań sądowych pozostają reprezentatywne, ale mają wspólny feler — dla obecnych władców są „obce”.

Oprócz nieobecności, Kongres 590 przyniósł im jeszcze jeden stres. W końcowych artykułach projektu ustawy Prawo dla przedsiębiorców, zwanego na wyrost konstytucją, pojawia się nieznana instytucja — Komisja Wspólna Rządu i Przedsiębiorców (KWRiP), a także furtka dla „organizacji społecznych wspierających rozwój przedsiębiorczości”, bez choćby słowa o ich liczebności, reprezentatywności etc.

Projekt nie tyka natomiast idei powszechnego samorządu gospodarczego, którego orędownikiem od lat jest jeszcze jedna wielka organizacja — Krajowa Izba Gospodarcza. Akurat w pracach RDS nie uczestniczy, ale przez PiS postrzegana jest również jako „obca”. Z projektu ustawy rzecz jasna nie wynika wyeliminowanie z procesu decyzyjnego trójstronnej RDS i nadanie priorytetu „swojskiej” dwustronnej KWRiP, ale już sam taki dualizm ustawowy stawia ledwie odbudowany instytucjonalnie dialog społeczny na rozdrożu. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski