Jednorazowy gest partnerski

W G20 prawdziwe znaczenie wizerunkowe, prestiżowe i decyzyjne mają dopiero szczyty prezydentów/premierów – a ten Niemcy goszczą 7–8 lipca w Hamburgu.

Gościnny udział wicepremiera Mateusza Morawieckiego w spotkaniu ministrów finansów grupy G20 w Baden-Baden bezdyskusyjnie zapisał się w jej kronikach, albowiem nigdy wcześniej reprezentant Polski nie uczestniczył wprost w pracach tego globalnego klubu. Ale pompowany z tej okazji balon propagandowy władzy nie ma gazu. Uprawniony do rozesłania zaproszeń poza G20 minister Wolfgang Schäuble pomyślał o 11. kolegach z najróżniejszych państw. Oczywiście jego gest wobec partnera z Polski miał inne podstawy, niż np. wobec kilku ministrów z państw Unii Afrykańskiej (UA), objętych programem rozwojowym NEPAD. Głównym powodem były wysokie obroty niemiecko-polskie oraz zainteresowanie planem rozwojowym naszego wicepremiera.

Państwo przejmujące przewodnictwo organizmu międzynarodowego podbudowuje swoją dumę wydawaniem pieniędzy na jak największą liczbę eventów.

Znamy to z prezydencji w Radzie UE, identyczny mechanizm obowiązuje w G20. Branżowe spotkania fiskalne są jednymi z wielu, chociaż oczywiście ważnymi. Prawdziwe znaczenie wizerunkowe, prestiżowe i wreszcie decyzyjne mają w G20 dopiero szczyty prezydentów/premierów. A ten Niemcy goszczą 7–8 lipca w Hamburgu. Kanclerz Angela Merkel listę gości ustaliła już dawno i Polska nawet się jej nie śniła. Spoza G20 przy wspólnym stole z m.in. Donaldem Trumpem i Władimirem Putinem zasiądą z racji funkcji przywódcy: Wietnamu, aktualnie kierującego APEC (Wspólnotą Gospodarczą Azji i Pacyfiku), Gwinei przewodniczącej UA oraz Senegalu, reprezentującego program NEPAD. Poza tym zasiądzie zbliżająca się do G20 grupka pościgowa stałych gości, czyli Hiszpania i Singapur. Jednorazowe zaproszenie niemieckie objęło zaś Holandię i Norwegię. Notabene w tych zaproszeniach ekstra zawsze przebija regionalizm oraz interesy gospodarzy. Australia w 2014 r. na szczyt w Brisbane zaprosiła Nową Zelandię, Turcja w 2015 r. do Antalyi — Azerbejdżan, a Chiny w 2016 r. do Hangzhou — Kazachstan, Tajlandię i Egipt. Przejmująca pałeczkę w G20 Argentyna ogłosiła zaproszenie w 2018 r. do Buenos Aires na razie Egiptu.

Szczyt G20 w 2015 roku (w Antalya, Turcja), via Wikipedia Commons

We wskaźnikach gospodarczych Polska sytuuje się obecnie na 24. miejscu w świecie. Mozolna wspinaczka do miejsca 20. wyjdzie krajowi tylko na dobre, ale do globalnej G20 same statystyki nigdy nas nie wprowadzą. Wybicie się na niepodległość z UE nie wchodzi w grę, wszak cztery unijne potęgi — Niemcy, Wielka Brytania, Francja i Włochy — reprezentowane są odrębnie dlatego, że współtworzą jeszcze bardziej elitarną G7. A zatem realnym marzeniem powinno być zrównanie Polski w statusie stałego gościa G20 z Hiszpanią, wszak na 5. i 6. miejscu w UE stanowimy parę za kwartetem potentatów. Niestety, ewentualną zgodę wspólnoty na usamodzielnienie Polski na forum G20 zdecydowanie oddala obstrukcja, jaką na ostatnim szczycie Rady Europejskiej było niepodpisanie przez premier Beatę Szydło obejmujących 17 punktów ważnych konkluzji — z powodu obrażenia się na punkcik 15, odnotowujący fakt reelekcji przewodniczącego. Bez względu na to, co uważa obecny rząd — przy globalnym stole w Hamburgu niemające tam 7–8 lipca własnych krzeseł 22 państwa unijne, w tym Polskę, reprezentował będzie Donald Tusk.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski