To już ostatnie ogniwo łańcucha

Przejęcie sądownictwa jest elementem postępującej tzw. dobrej zmiany.

Budynek Sadu Najwyzszego Fot. Andrzej Bogacz/FORUM

Pod osłoną nocy, w środę przed godziną 23, czyli dopiero po zakończeniu burzliwego posiedzenia Sejmu, zdominowanego przez ustawy sądownicze, marszałek Marek Kuchciński odtajnił na oficjalnym portalu istnienie kolejnego zaskakującego projektu ustawy — o Sądzie Najwyższym (SN). To już ostatnie ogniwo łańcucha przejmowania sądownictwa, rozpoczętego od Trybunału Konstytucyjnego (TK). Zgodnie z polityczną logiką spacyfikowania SN należało się spodziewać, ale przyjęta metoda znowu jest legislacyjnym złem. Bardzo obszerna nowa ustawa, której towarzyszy nowelizacja kilku innych branżowych, powstała oczywiście w Ministerstwie Sprawiedliwości, jednak formalnie została wniesiona przez posłów PiS. Notabene data wpłynięcia projektu, skierowania do pierwszego czytania oraz nadania mu numeru druku jest jedna — 12 lipca. Taki ekspresowy status otrzymują tylko projekty specjalnego znaczenia. Proceder podpinania do ministerialnych projektów podpisów posłów, którzy fikcyjnie stają się autorami, umożliwia omijanie nie tylko jakichkolwiek konsultacji społecznych, lecz nawet uzgodnień międzyresortowych. Temat SN akurat nie bardzo leży w kompetencjach Rady Dialogu Społecznego, ale na pewno powinny wypowiedzieć się instytucje branżowe. Ale jakie znaczenie może mieć opinia np. Krajowej Rady Sądownictwa czy Zgromadzenia Ogólnego Sądu Najwyższego, skoro oba te organy przeznaczone zostały do sczyszczenia.

Konstytucja RP w art. 179 stanowi: „Sędziowie są powoływani przez Prezydenta Rzeczypospolitej, na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, na czas nieoznaczony”.

Tymczasem zgodnie z projektem ustawy panem losów SN stanie się… minister Zbigniew Ziobro. Przepis art. 87 jest kuriozalny: „Z dniem następującym po dniu wejścia w życie niniejszej ustawy sędziowie Sądu Najwyższego powołani na podstawie przepisów dotychczasowych przechodzą w stan spoczynku, z wyjątkiem sędziów wskazanych przez ministra sprawiedliwości”. Projekt przetoczy się przez Sejm błyskawicznie, Senat zapewne puści ustawę bez poprawek, a okres vacatio legis założony jest zaledwie 14-dniowy. Po drodze oczywiście mamy jeszcze podpis prezydenta. W środę Andrzej Duda pierwszy raz w okresie rządów PiS nieśmiało podjął próbę zaznaczenia samodzielności, wetując nowelizację ustawy o regionalnych izbach obrachunkowych. Chodzi mu o niekonstytucyjność usuwania przez organ zewnętrzny wybranych przez mieszkańców wójtów/burmistrzów/prezydentów. Wobec pakietu ustaw sądowniczych ręka jednak nigdy mu nie zadrżała i nie zadrży, ponieważ na tak strategiczne weto nominalna głowa państwa nie dostanie zgody od Jarosława Kaczyńskiego, w kręgu posłów PiS naturalnie tytułowanego naczelnikiem państwa.

Przejęcie sądownictwa jest elementem postępującej tzw. dobrej zmiany. Najgłośniejszy był kryzys związany z Trybunałem Konstytucyjnym, ale przypomnijmy błyskawiczny skok ustawowy na media publiczne, czyszczenie dowódczych kadr wojska i policji, służby cywilnej, prokuratury etc. Spośród instytucji na szczytach państwa niezależność od władzy politycznej zachowują jeszcze rzecznicy praw obywatelskich i praw dziecka, a także Najwyższa Izba Kontroli. Ale kadencje ich szefów zapewne również zostaną ustawowo skrócone, w atmosferze podobnej do wywołanej przez projekt ustawy o Sądzie Najwyższym.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski