Komitet Rozwoju to organ pomocniczy bez precedensu

Nowemu rządowemu Komitetowi Rozwoju (KR) poświęciliśmy obszerny materiał w numerze środowym, ale jest to inicjatywa na tyle ciekawa, że warta komentarzowego suplementu. Ustawa o Radzie Ministrów z 1996 r. przewiduje możliwość tworzenia organów pomocniczych rządu lub premiera: komitetów stałych i epizodycznych, rad i zespołów opiniodawczych, a także powoływania pełnomocników. Już sama nazwa pozycjonuje hierarchicznie dany organ. Notabene zajrzenie do Biuletynu Informacji Publicznej na stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów wywołuje zaskoczenie… liczbą owych przybudówek!

Rząd Beaty Szydło - zdjęcie pamiątkowe Fot. Marek Wiśniewski

W dziejach III RP spośród wszystkich bytów okołorządowych najwyższą rangę miał Komitet Integracji Europejskiej (KIE). Był to organ umocowany ustawowo, istniał w latach 1996–2009, obsługiwany był przez urząd (UKIE) odrębny od MSZ, skupiał kluczowych ministrów konstytucyjnych, a przewodniczącego KIE powoływał prezydent razem z powoływaniem rządu. Zwykle zostawał nim z automatu premier, a wyjątkowo minister spraw zagranicznych. W takim kontekście historyczno-kompetencyjnym nowy KR wypada uznać za srebrnego medalistę. Z jego wysoką rangą żadnego porównania nie ma np. Rada Gospodarcza, która wspomagała opiniodawczo premierów Donalda Tuska i Ewę Kopacz. Ale żeby nie sięgać do poprzedniej kadencji — podobnie nijako decyzyjnie prezentuje się świeżutka,utworzona przez premier Beatę Szydło 18 stycznia, Rada ds. Innowacyjności. Tak jak nowemu KR jej również szefuje wicepremier Mateusz Morawiecki, ale uprawnienia obu kierowanych przez niego rządowych organów są wręcz nieporównywalne.

Wczytanie się w zarządzenie o utworzeniu KR wywołuje naturalne pytania. Przede wszystkim o relacje nowego organu ze Stałym Komitetem Rady Ministrów (SKRM), którego przewodniczący Henryk Kowalczyk został zastępcą Mateusza Morawieckiego. Nadrzędność KR jest oczywista, wszak jego członkami są gospodarczy ministrowie konstytucyjni, gdy SKRM składa się z sekretarzy stanu, czyli ich zastępców. Pozostaje jednak sitem, przez które przechodzą uszczegółowione projekty ustaw kierowane na posiedzenie Rady Ministrów. KR będzie zaś takie projekty tworzył lub zlecał szefom resortów ich tworzenie.

Przewodniczący KR uzyskał bardzo silne uprawnienia jednoosobowe. W razie braku uzgodnień między ministrami — jego głos rozstrzyga. Niewątpliwie to ważny krok w kierunku likwidacji tzw. Polski resortowej. Mateusz Morawiecki dopiero od utworzenia KR może czuć się realnie, a nie tylko tytularnie wicepremierem — od listopada był głównie ministrem rozwoju. W naszym ustroju parlamentarno-gabinetowym premier jest potęgą, natomiast wicepremierostwo samo w sobie ma znaczenie tylko prestiżowo-polityczne i decyzyjnie nie różni się od kompetencji innego konstytucyjnego ministra. Przyznanie autorowi „Planu na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” realnej władzy oczywiście wymagało zgody prezesa Jarosława Kaczyńskiego, z którym Mateusz Morawiecki ostatnio jest dość blisko. Dodatkowym umocnieniem pozycji bezpartyjnego dotychczas wicepremiera stało się jego wstąpienie do Prawa i Sprawiedliwości. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski