Konstytucyjna puszka Pandory

Warunkiem uznania wyniku referendum konstytucyjnego za wiążący jest wzięcie udziału w głosowaniu przez więcej niż połowę uprawnionych.

FOT. Forum

Rzucenie przez prezydenta Andrzeja Dudę podczas obchodów 226. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja zaskakującej idei referendum w sprawie hipotetycznej nowej Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej otworzyło politycznie puszkę przywołaną w tytule. Pomysłodawca oraz jego kanceliści na razie ujawnili tylko dwa konkrety — że głosowanie miałoby się odbyć w 2018 r., przypuszczalnie w maju lub czerwcu (na pewno nie z jesiennymi wyborami samorządowymi), i że na karcie referendalnej miałoby znaleźć się nie jedno, lecz kilka pytań. Co jest nawet logiczne, jako że zgłoszono przecież ideę prereferendum, rozstrzygającego kilka ustrojowych kwestii przed otwarciem właściwych prac legislacyjnych nad wyimaginowaną nową konstytucją.

W każdym referendum strategiczne znaczenie mają pytania. Przecież właśnie od tego, czy społeczeństwo w ogóle odnajdzie w nich jakiś sens i czy zostaną zredagowane uczciwie, zależy frekwencja. A zgodnie z obecną Konstytucją RP warunkiem uznania wyniku za wiążący jest wzięcie udziału w głosowaniu przez więcej niż połowę uprawnionych.

Odsetek 50,00 oraz każdy niższy będzie oznaczał, że wszystko idzie do kosza i tak pomiatana przez obecnych władców kraju centrolewicowa Konstytucja RP z 2 kwietnia 1997 r. pozostanie opoką państwa przez kolejne dekady. W perspektywie najbliższych wyborów w 2019 r. oraz następnych niewyobrażalne jest przecież wejście do Sejmu prawicowej większości stanowiącej co najmniej 2/3 izby. A tyle głosów potrzeba do znowelizowania lub uchwalenia całkiem nowej ustawy zasadniczej w zwyczajnym trybie parlamentarnym.

Odpowiadając na prezydenckie zaproszenie do redagowania pytań, naiwnie zgłaszam pierwszą propozycję. Nie jestem oryginalny, to po prostu kopia pytania z tzw. głosowania ludowego z 30 czerwca 1946 r.: „Czy jesteś za zniesieniem Senatu?”. Wtedy miało ideologiczny wydźwięk antysanacyjny i komuniści wynik referendum — zwłaszcza w tym pytaniu — brutalnie sfałszowali. Ale w XXI wieku wolne społeczeństwo powinno mieć prawo zbiorowego udzielenia rzetelnie policzonej odpowiedzi, czy chce utrzymywać tak kosztowną atrapę legislacyjną.

Drugie izby parlamentarne mają sens jedynie w państwach federalnych, natomiast w tak unitarnych jak Rzeczpospolita Polska są całkowicie zbędną ustrojową paranoją. Senat wyjęty został z niebytu w 1989 r. przy Okrągłym Stole jako forma zastępcza, do czasu wprowadzenia całkowicie wolnych wyborów do Sejmu — co nastąpiło już w 1991 r. Zatem cały eksperyment powinien zakończyć się już po dwóch latach, a trwa o 26 lat za długo. W zwyczajnej procedurze konstytucyjnej Senat jest niezniszczalny — abstrahując od jego aktualnego oblicza partyjnego — ponieważ do jego zniesienia konieczna jest zgoda… samych senatorów.

Notabene prezydent zredagowane przez siebie pytania musi przedstawić do zatwierdzenia właśnie Senatowi. Zatem los takich propozycji jak moja jest z góry przesądzony, trafią do kosza w fazie preselekcji. Niestety, od pierwszych dni wszystko wskazuje, że jeśli referendum w 2018 r. się zmaterializuje, to na karcie do głosowania znajdą się jedynie pytania zorientowane na utrzymanie przez ekipę Prawa i Sprawiedliwości władzy w Polsce po wiek wieków.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski