Liberum veto prowadzi do samowykluczenia

Totalną prawną niedorzecznością jest sugestia premier Beaty Szydło, że z powodu jej samopostawienia się do kąta cały szczyt Rady Europejskiej był… nieważny!

FOT. A Chełstowski/Forum

FOT. A Chełstowski/Forum

Forsując tzw. dobrą zmianę rząd PiS upowszechnia tezę, że w relacjach unijnych wstał z kolan. Na szczycie 9–10 marca okazało się, że po to, by od zjednoczonych państw UE dostać nokautujący cios i paść na wznak w stosunku 1:27. Premier Beata Szydło wciąż nie rozumie, jak negatywny odbiór miał jej list-donos na Donalda Tuska, rozesłany do uczestników szczytu. Jeśli któryś miał jakiekolwiek wątpliwości, to po przeczytaniu się ich pozbył. W tym m.in. premierzy wyszehradzcy z Viktorem Orbánem, a także brytyjska Theresa May.

Sarmackie liberum veto nie mogło zablokować odnowienia mandatu Donalda Tuska, ale proceduralnie namieszało. Koncyliacyjna z definicji wspólnota w ogóle nie była przygotowana na obrażanie się na fakty. Dlatego w tytule konkluzji szczytu na szybko wstawiono dodatkowe słowo: „Konkluzje przewodniczącego Rady Europejskiej”. Doszła także preambuła: „RE omówiła załączony dokument. Poparło go 27 członków, jednak nie udało się osiągnąć konsensusu w jego sprawie z przyczyn niezwiązanych z treścią samego dokumentu. Odniesień do RE w załączonym dokumencie nie należy odczytywać jako oznaczających jego formalne zatwierdzenie przez RE działającą jako instytucja”.

Wykonując rozkaz prezesa Jarosława Kaczyńskiego o wecie, premier Beata Szydło samowykluczyła się z przyjęcia także pozawyborczego dorobku szczytu w czterech rozdziałach: „Zatrudnienie, wzrost gospodarczy i konkurencyjność”, „Bezpieczeństwo i obrona”, „Migracja”, „Bałkany Zachodnie”. Powodem obrażenia się również na te jakże ważne dla Polski ustalenia merytoryczne był oczywiście punkt na końcu: „15. RE ponownie wybrała Donalda Tuska na przewodniczącego RE na okres od 1 czerwca 2017 r. do 30 listopada 2019 r.”. Notabene w poszczytowym zgiełku zniknęło inne bardzo ważne dla Polski ustalenie — że nasz były premier został przewodniczącym także odrębnych szczytów prezydentów/premierów Eurolandu (na poziomie ministrów tą grupą kieruje Jeroen Dijsselbloem z Holandii).

Do uwierzenia w odmowę uznania przez państwo członkowskie zaistnienia faktu unijnym prawnikom nie wystarczyło wyobraźni. Znacznie lepszym wyjściem było bowiem rozdzielenie konkluzji szczytu na dwa dokumenty.Mały, obejmujący tylko reelekcję przewodniczącego RE, zostałby podpisany przez prowadzącego ten punkt maltańskiego premiera Josepha Muscata. A ustalenia merytoryczne byłyby już jednogłośne. W każdym razie totalną prawną niedorzecznością jest sugestia Beaty Szydło, że z powodu jej samopostawienia się do kąta cały szczyt jest… nieważny! Faktycznie, traktat w art. 15 ust. 4 stanowi, że „O ile traktaty nie stanowią inaczej, RE podejmuje decyzje w drodze konsensusu”. Ale natychmiast w ust. 5 definiuje jeden z owych wyjątków, ustalając że „RE wybiera swojego przewodniczącego większością kwalifikowaną na okres dwóch i pół roku; mandat przewodniczącego jest jednokrotnie odnawialny”. I z ogromną nadróbką ponad wymaganie traktatowe (mniejszość blokującą stanowiło 8 głosów, a znalazł się tylko 1) mandat Donalda Tuska został odnowiony. Amen

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski