List do P., czyli JEDNO pytanie o nadzór

Szanowna Pani Premier, kontynuuję przykurzoną nieco tradycję listów retorycznych… Nie było w ostatnich miesiącach ważniejszego wydarzenia od niedawnej konferencji prasowej, podczas której ogłosiła Pani dymisję ministra Dawida Jackiewicza. Wyraziłem już swoje wątpliwości co do jej przebiegu i argumentów, którymi posłużyła się Pani, odwołując pierwszego ministra z rządu (po prostu — nie przekonują mnie). Ale jeśli na chwilę przymknę oko, to i tak – w wersji oficjalnej — było to wydarzenie niezwykle istotne, okolice absolutnego topu wśród najważniejszych wydarzeń pierwszego roku pani urzędowania. Likwidując ministerstwo skarbu, otwiera bowiem Pani fantastyczną dyskusję o nadzorze właścicielskim.

fot. Adam Chelstowski/FORUM

fot. Adam Chelstowski/FORUM

Ma Pani wolną drogę. Opozycja chełpi się znalezieniem kolejnych osób pisowskiej proweniencji w spółkach skarbu. Do nieproduktywnej akcji Nowoczesnej dołączyła Platforma Obywatelska. Ciekawe, czy znajdą ich więcej niż 428 — tyle znaleźliśmy członków Platformy Obywatelskiej, ich rodzin i znajomych w spółkach skarbu państwa kilka lat temu. Przyjrzeliśmy się też działaczom PSL — z podobnym efektem. Nowoczesna mogłaby rozpocząć dyskusję o formie, sposobie, ryzyku i szansach innego nadzoru, ale najwyraźniej satysfakcjonuje ją akcja z memami (choć przyznaję, że awans właściciela kebabu mnie uwiódł).

Co do jednego w tej retorycznej dyskusji się zgodzimy. Dymisja ministra Jackiewicza udowodniła tezę, że nadzór właścicielski w Polsce funkcjonuje źle. Wygląda on tak — dysponując większością głosów minister skarbu wybiera członków rad nadzorczych, a oni zarząd. Znalazłbym pewnie wypowiedzi ministra mówiące o braku sensowności konkursów — prywatny właściciel przecież nie robi konkursu, jeśli chce zatrudnić szefa swojego biznesu. Nie dostrzegam tu większych różnic. Poza jedną — minister skarbu zarządza majątkiem państwowym przez określony czas, dlatego musi podlegać specjalnym regulacjom. A tych brak.

Pani poprzednicy, zarówno Donald Tusk, jak i Ewa Kopacz, pracowali nad ustawą o nowym nadzorze właścicielskim. Z pewnością pamięta pani pomysł powołania Urzędu Nadzoru Właścicielskiego i Komitetu Nominacyjnego. Ten pierwszy miał być następcą swego rodzaju ministerstwa skarbu, drugi — dużo ważniejszy — miał zająć się powoływaniem członków rad nadzorczych. W jego skład miały wchodzić szanowane, uznane i znane postacie z polskiej sceny ekonomiczno-gospodarczo-biznesowej. Kadencyjnie byłyby powoływane przez premiera. Czy to dobre rozwiązanie? Nie wiem. Na pewno była to znakomita, bo intelektualnie intrygująca próba opracowania sposobu zmiany zarządzania majątkiem skarbu państwa.

Nie pamiętam już, czy ustawa trafiła do Sejmu. Prawdopodobnie wyszła z ministerstwa skarbu i utknęła w konsultacjach. Nie ma to zresztą żadnego znaczenia. Nie została uchwalona. Dlaczego? Odpowiem pytaniem. Czy jest Pani gotowa — także, a właściwie przede wszystkim,  w imieniu swoich partyjnych koleżanek i kolegów — zrezygnować z części władzy i przekazać uprawnienia dotyczące personaliów w ręce wskazanych przez siebie fachowców? Jeśli nie, nic się nie zmieni – nie pomogą spotkania z ministrami, którym podlegają spółki skarbu państwa. Wspomniane pytanie powinno rozpoczynać każdą dyskusję na temat nadzoru nad spółkami skarbu państwa, na znacznie wyższym szczeblu.

Jeśli nie chce Pani dyskutować o koncepcjach poprzedników, mam inne pytanie. Czy ma Pani pomysł, jak zmienić zasady nadzoru właścicielskiego? Ten, który obowiązuje,  został zdymisjonowany przez Panią wraz z ministrem Jackiewiczem. Jeśli zaproponowałaby Pani i — co ważniejsze — z sukcesem przeprowadziła przez Sejm nowy, lepszy, wprowadzający tamę (sito może byłoby lepszym słowem) między biznesem a polityką, mogłaby Pani zapisać się złotymi głoskami w gospodarczej historii Polski. Nie ma w tym przesady. Nie mam wątpliwości, że premier polskiego rządu zawsze zostaje osobą, która chętnie powinna przekraczać granicę między memowym politykiem a mężem stanu.

PS Nie wspomniałem o rozwiązaniu najprostszym — prywatyzacji. W tym przypadku, podzielam — z grubsza — Pani opinię.

PS Nie wspomniałem też, że członkiem rady gospodarczej przy premierze Tusku był Mateusz Morawiecki, jak rozumiem osoba numer jeden w PiS w kwestii gospodarki. Pewnie zna ten problem od podszewki.

Marcin Goralewski
Marcin Goralewski