Minister, czyli mistrz mikrofonu

Grzegorz Tobiszowski, wiceminister energii, już w miniony czwartek pokazał, jaki będzie Sejm bez dziennikarzy. Wyciszony.

Grzegorz Tobiszowski Fot. Wikipedia Commons

W „Pulsie Biznesu” zajmuję się górnictwem. Dlatego w miniony czwartek po południu siadłam do oglądania internetowej transmisji ze spotkania Parlamentarnego Zespołu ds. Górnictwa i Energii (mądrze prowadzi go Ireneusz Zyska, Kukiz’15).

Włączyłam, mówił Grzegorz Tobiszowski, wiceminister energii odpowiedzialny za górnictwo. Mówił z pasją – o kopalniach, które świecą na czerwono (mają straty), o związkach zawodowych, o rozmowach z Komisją Europejską. W ostrych słowach, gestykulując.

Słuchałam o kopalni Makoszowy, kiedy nagle dźwięk siadł. Sprawdzam komputer, słuchawki, wszystko ok. Sprawdzam komórkę, tam też nie ma dźwięku. Wysyłam mejla do organizatora zespołu, bo chyba jest awaria.

W tym czasie dziennikarze, którzy fizycznie uczestniczą w posiedzeniu, przekazują mi, że wiceminister wyłączył mikrofon, bo chciał powiedzieć coś na offie.

Dźwięk wraca. „Przepraszam, Panie Ministrze, myślę, że już można włączyć mikrofon” – załapuję się na końcówkę wypowiedzi prowadzącego Zespół.

Słucham dalej, jest bardzo ciekawie. Wiceminister mówi o kopalni Krupiński. I znów dźwięk znika. Już na dłużej. Kiedy wraca, słyszę, że ludzie zaczynają się żegnać. Dużo straciłam.

Gdybym pojechała do Sejmu, słyszałabym. Ale mogę już więcej nie mieć takiej opcji. Dziś dziennikarz może przyjść na posiedzenie komisji czy zespołu, posłuchać, dopytać w kuluarach. Pomysły marszałka Sejmu, Marka Kuchcińskiego, zakładają ograniczenie tego prawa. Dziennikarz na posiedzenie nie wejdzie, obejrzy sobie w internecie. A jeśli mówca wyłączy mikrofon? Najwyżej poprzeklinamy sobie przed monitorem.

Czego ja się nie dowiem, tego Państwo nie przeczytają.

Magdalena Graniszewska
Magdalena Graniszewska