Na razie odetchnęliśmy, ale problem szybko powróci

Rynki zareagują w poniedziałek, natomiast przez weekend odreagowywali politycy.

Mood's Fot. Bloomberg

Z opublikowaniem ratingu polskiego długu oraz jego perspektywy agencja Moody’s wstrzymała się do weekendowego zamknięcia rynków nie tylko w Europie, lecz nawet w USA. Dlatego oczekiwana z takim napięciem informacja objawiła się w nocy z piątku na sobotę dopiero po trzeciej rano polskiego czasu. Ze względu na szczególny kontekst cyklicznego ratingu — tym razem był on wyczekiwany nie tylko przez zagranicznych inwestorów, lecz także, i to znacznie bardziej nerwowo, przez polską klasę polityczną.

Rynki zareagują w poniedziałek, natomiast przez weekend odreagowywali politycy.

Kolejny już raz przywołana została filozofia szklanki do połowy pełnej i pustej. Punkt widzenia oczywiście zależy od punktu siedzenia — władcy kraju oraz opozycja dostrzegają jedynie połówki odpowiadające ich interesom. Obiektywnie okoliczność, że sam rating został utrzymany na poziomie A2, a tylko jego perspektywa zmieniła się na negatywną — bez wątpienia jest dla Polski plusem.

Zwłaszcza, rywalizująca wielka trójka amerykańskich agencji stara się wyrównywać oceny, aby inwestorów nie trzymać w rozdarciu. Trzeba jednak uwzględnić różnice metodologiczne Moody’s oraz Standard & Poor’s (S&P). W ocenach agencji oceniającej nas teraz wpływ polityczno-prawnego otoczenia na prognozę gospodarczą dla danego państwa odbija się słabiej, to najwyżej kilkanaścieprocent — podczas gdy w analizach „niedobrej” S&P zajmuje nawet jedną czwartą.

Dlatego w styczniowej ocenie S&P głęboki kryzys konstytucyjny w Polsce wystarczył do obniżki z A– do BBB+, gdy Moody’s na razie nam darowała. Jednak w negatywnej perspektywie obie agencje są całkowicie zgodne i o ile S&P w zaplanowanej na 1 lipca kolejnej ocenie nie obniży już poziomu ze stycznia, o tyle Moody’s zachowała sobie na 9 września przestrzeń do pogorszenia ratingu z A2 do A3. A po drodze 15 lipca odezwie się jeszcze agencja Fitch, koncentrująca się raczej na stanie finansów.

Przyczyny negatywnej perspektywy polskich papierów dłużnych są czytelne. Z punktu widzenia inwestorów, zarówno zagranicznych, jak i krajowych, największą ułomnością rządu jest przedłużanie niepewności, brak konkretów oraz choćby terminów zapowiadanych rozwiązań prawnych. Od początku kadencji nad finansami publicznymi ciężko wisi perspektywa zrealizowania nieodpowiedzialnych budżetowo obietnic wyborczych Andrzeja Dudy oraz PiS — radykalnego zwiększenia kwoty wolnej od podatku, obniżenia wieku emerytalnego, ulżenia frankowiczom kosztem systemu bankowego.

Równoważąca te ogromne wydatki poprawa dochodów budżetu idzie jak po grudzie. W kampanii wyborczej łatwo było rzucać chwytliwe hasła opodatkowania supermarketów czy uszczelnienia VAT, ale ich przetworzenie na skuteczne przepisy trafia na barierę nieumiejętności. Dlatego rynki po prostu nie wierzą w rządowe obietnice, że uda się zmaterializować wyborcze cuda i utrzymać deficyt budżetowy poniżej 3 proc. PKB, zwłaszcza w roku 2017. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski