Na szczęście tym razem rząd się nie odciął

Ważną okolicznością jest przystąpienie do współpracy militarnej w PESCO unijnych państw programowo neutralnych.

Żołnierze nie ONZ, nie NATO lecz EUFOR (European Union Force) już uczestniczyli w kilku misjach w zapalnych punktach świata, m.in. w Czadzie.

Przystąpienie Polski do unijnej militarnej inicjatywy PESCO (Permanent Structured Cooperation) bezdyskusyjnie jest decyzją słuszną — w przeciwieństwie do odrzucenia przez rząd miesiąc temu włączenia naszego kraju do działań EPPO (European Public Prosecutor’s Office), czyli nowej prokuratury europejskiej ścigającej transgraniczne przestępstwa finansowe. Motywy tamtej odmowy były czytelne — niedopuszczenie do występowania przed polskimi sądami oskarżycieli unijnych, niepodlegających wszechwładzy ministra i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry. Na szczęście udział w PESCO ministrowie Witold Waszczykowski i Antoni Macierewicz notyfikowali, chociaż rząd Beaty Szydło z góry zastrzega, że może z nowej struktury wystąpić.

Generalnie inicjatywy dodatkowej integracji wewnątrz UE nie cieszą się poparciem wszystkich państw. Zawsze znajduje się grupka zachowująca rezerwę. Traktat z Lizbony właśnie dla takich sytuacji wprowadził formułę tzw. wzmocnionej współpracy. Do prokuratorskiej EPPO przystąpiło 20 z 28 państw, militarna PESCO zgromadziła zaś 23 państwa. Lista sceptyków w obu wypadkach częściowo się pokrywa. Zjednoczone Królestwo nie podejmuje już w UE żadnych inicjatyw, Dania traktatowo zagwarantowała sobie odrębność, a np. Irlandia i Malta z założenia stoją jak najdalej zarówno od Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego, jak i obecnie od PESCO. Ważną okolicznością jest natomiast przystąpienie do współpracy militarnej takich państw programowo neutralnych, jak Austrii, Szwecji i Finlandii oraz Cypru, czyli realnie południowej części podzielonej od 43 lat wyspy. Oba bliskie nam państwa po drugiej stronie Bałtyku od lat zastanawiają się nad członkostwem w NATO, co rozsierdza Rosję, zatem podjęcie lajtowej militarnej współpracy w UE jest im bardzo na rękę.

Stała unijna współpraca obronna przewidziana została w traktacie z Lizbony już dziesięć lat temu. Chodzi przede wszystkim o inwestowanie we wspólne projekty oraz przygotowywania się do udziału w operacjach. Członkowie NATO zasadnie zastanawiają się jednak, jak praktyczne zadziała wdrażanie traktatowej teorii. Przecież PESCO nie może z NATO rywalizować ani go dublować. Siła sojuszu opiera się na armii Stanów Zjednoczonych

Ameryki, co wymusza polityczne uzgadnianie przez potęgi unijne decyzji z Wielkim Bratem zza oceanu. I to wewnątrz NATO wystąpił bardzo niewygodny problem niewypełniania przez większość państw przyjętego na szczycie w Newport w 2014 r. zobowiązania wydawania na obronność przynajmniej 2 proc. PKB. W strukturze PESCO ten temat będzie chowany pod unijny dywan. Ważne jednak, aby niemałe wspólne pieniądze na przemysł obronny nie były przechwytywane tylko przez koncerny zachodnioeuropejskie, lecz także np. polskie. No i w zamówieniach PESCO nie wolno dyskryminować sprzętu amerykańskiego, który w niektórych segmentach jest niezastępowalny. Przy wszystkich wymienionych zastrzeżeniach — notyfikowane wczoraj PESCO zostanie uruchomione przez prezydentów i premierów pod przewodem Donalda Tuska na grudniowym szczycie Rady Europejskiej.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski