Najprościej jest zebrać podpisy

Gdzie były rządowe głowy, gdy projekt „Stop aborcji” przyjmował do dalszych prac Sejm?

FOT. Filip Ćwik/Forum

FOT. Filip Ćwik/Forum

 

Odrzucenie przez Sejm, w drugim czytaniu na wniosek komisji, projektu ustawy wniesionego przez komitet „Stop aborcji” to ciekawy przypadek w historii inicjatyw obywatelskich. Powinien stanowić nauczkę na przyszłość dla wszystkich zainteresowanych stron, zarówno środowisk podejmujących takie inicjatywy, jak też decydentów politycznych. Przypomnę, że zgodnie z Konstytucją RP projekt obywatelski wymaga zebrania co najmniej 100 000 podpisów wyborców.

Realnie pisany jest jednak przez wąską grupkę, nawet 15-osobową, która najpierw zbiera co najmniej 1000 podpisów, a potem wydłuża listę sygnatariuszy do co najmniej 100 000. Przypomnienie tych proporcji ma kapitalne znaczenie, ponieważ potwierdza, że popierający pozbawieni są jakiegokolwiek wpływu na treść ustawy.

W praktyce projektów obywatelskich bezwzględnie najsłabszym punktem jest faza startowa, czyli samo pisanie ustawy. Zwykle odzwierciedla ona osobiste poglądy grupki, która nie przeprowadza szerszych konsultacji społecznych przed rozpoczęciem zbierania wstępnego tysiąca podpisów, nie mówiąc już o następnych setkach tysięcy. Sygnatariusze natomiast znają wyłącznie hasło i podpisują w ciemno, nie mając w szczegółach pojęcia, co naprawdę czynią.

Akademicki przykład takiego fatalnego procedowania to właśnie projekt odrzucony wczoraj. Jego przepis karny „Kto powoduje śmierć dziecka poczętego, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5” obejmował także matkę, łaskawie przyznając sądowi możliwość złagodzenia kary lub odstąpienia od jej wymierzenia.

Inicjatorzy ustawy doskonale wiedzieli, że to przepis wywołujący najwięcej społecznych protestów — ale jeszcze podczas pierwszego sejmowego czytania 22 września beznadziejnie brnęli, argumentując jego konieczność. Wczoraj tuż przed głosowaniem, gdy los projektu był już przesądzony, przedstawicielka komitetu inicjatywy obywatelskiej wręcz rzuciła się do marszałka Sejmu z autopoprawką skreślającą karanie kobiet, ale regulaminowo za późno… Pytanie retoryczne — a gdzie miała głowę, uruchamiając zbieranie kilkuset tysięcy podpisów pod taką prawną niedorzecznością?

Odrębnym zagadnieniem jest potraktowanie projektu przez całkowicie dominujące w poselskiej izbie Prawo i Sprawiedliwość. 23 września opozycja chciała projekt od razu odrzucić, ale głosowanie wyszło 154:267, przy 11 wstrzymujących się i 28 niegłosujących.

Rozstrzygający o jego obronieniu klub PiS zagłosował 0:230. 6 października negatywnie zaopiniowany przez komisję tekst, w którym nie został zmieniony nawet przecinek, Sejm odrzucił stosunkiem 352:58, przy 11 wstrzymujących się i 32 niegłosujących. W klubie PiS głosy tym razem rozłożyły się 186:32. Pytanie retoryczne — jakie wydarzenia społeczne w ostatnich dniach spowodowały przerzutkę opinii aż 186 rządowych posłów…

I jeszcze inna kwestia — premier Beata Szydło wczoraj zapowiedziała wprowadzenie od 1 stycznia 2017 r. programu wsparcia dla rodzin z dziećmi z tzw. trudnych porodów, sfinansowanego w trybie rządowej autopoprawki do budżetu.

Znowu ciśnie się na usta pytanie: jego projekt Rada Ministrów przyjęła 28 września, czyli już po pierwszym czytaniu wywołującej tak ostre spory ustawy. Gdzie były wtedy rządowe głowy?

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski