Najważniejsza jest stabilizacja

Samorządowi menedżerowie przynajmniej horyzont czasowy mają ustabilizowany. Inne warunki ich działalności — to zupełnie inny temat.

Brama Orła Czarnego w Szczecinie Fot. Wikipedia Commons

 

okładkaSMRW tych dniach obchodzimy drugą rocznicę sesji rad gmin/miast, rad powiatów i sejmików województw, rozpoczynających kadencję samorządu terytorialnego 2014–18. Formalnie liczy się ona od dnia wyborów 16 listopada 2014 r., ale startem ostrym było złożenie na początku grudnia ślubowań przez radnych oraz wójtów/burmistrzów/prezydentów. Ciut później wybrane zostały przez radnych zarządy powiatów i województw. Bez względu zatem na kalendarzowe szczegóły, czteroletnia kadencja samorządowa generalnie ma już z górki.

Samorząd terytorialny, zwłaszcza gminny (do tej kategorii należą wielkie miasta), jest wielkim inwestorem publicznych pieniędzy. Zagospodarowuje znaczną część funduszy unijnych, przeznaczonych na nadrabianie przez Polskę zapóźnienia infrastrukturalnego. Dlatego samorządowi menedżerowie oczekują — jak w każdym innym biznesie — stwarzania im przez władze państwa stabilnych warunków działania. Zarówno reguł gry finansowej, jak i szeroko rozumianego otoczenia prawnego i społecznego.

Zdecydowanie odwrotny skutek odnosi rozwieszanie nad samorządem, głównie wielkomiejskim, fatalnej atmosfery przez PiS. Wszechwładna obecnie partia dwa lata temu w wyborach do sejmików województw poniosła porażkę — rządzi tylko na Podkarpaciu, a stery w pozostałych 15 regionach trzyma koalicja PO-PSL. Obcy władcom kraju są także prezydenci metropolii, z nielicznymi wyjątkami. Inaczej wygląda sytuacja na szczeblu powiatów oraz gmin/miast mniejszych, ponieważ tam barwy samorządu wymykają się prostym klasyfikacjom. Przy niedowładzie wyborczego systemu informatycznego, porażka wojewódzka z 2014 r. wywołała histeryczny krzyk „Fałszerze!”, niemający jakichkolwiek podstaw faktograficznych i wynikający tylko z tzw. przekonania. Zaraz po wyborach prezes Jarosław Kaczyński żądał unieważnienia ich wyników… w całości. Dosłyszał jednak pomruk z powiatów i gmin, w których PiS uzyskało dobry wynik lub wręcz przejęło władzę. Dlatego partia napisała zmodyfikowany, ale i tak absurdalny projekt ustawy o skróceniu z dniem 31 marca 2015 r. kadencji jedynie sejmików wybranych 16 listopada 2014 r.

To, co dwa lata temu było prawną paranoją — od roku w wielu wątkach staje się polską rzeczywistością.

Dlatego nie tylko sejmiki, lecz także powiaty i gminy nerwowo nasłuchują, czy brednie o skróceniu kadencji nie zostaną odkurzone, przelecą w dwie doby przez parlament, zadziała podpisowy automat i ustawa wejdzie w życie zanim samorząd ją przeczyta. Półmetek kadencji stanowi jednak polityczno-psychologiczny próg, procedura jest czasochłonna i już się po prostu nie opłaca. Poza tym temat rewizji wyborów z 2014 r. naturalnie się wyciszył, jako że głosowania prezydenckie i parlamentarne z 2015 r. dowiodły, że w Polsce przekrętów wyborczych (poza incydentalnymi na poziomie pojedynczych okręgów w gminach) nie ma i wygrywa po prostu ten, kto… zbiera więcej głosów. Według najnowszej wykładni prezesa, wybory samorządowe poprzedzone zostaną ewentualną korektą podziału administracyjnego — czyli odbędą się normalnie w 2018 r. Zatem samorządowi menedżerowie przynajmniej horyzont czasowy mają ustabilizowany. Inne warunki ich działalności — to zupełnie inny temat. © Ⓟ

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski