Niemcy wcale nie ponad wszystko

Każdy system pobierania opłat drogowych, który ma na celu głównie obciążanie opłatami użytkowników zagranicznych – stanowi naruszenie traktatowej zasady niedyskryminacji.

Znakomite autostrady w Niemczech od zawsze są darmowe i obywatele nie wyobrażają sobie płacenia, zatem rząd wymyślił sposób nałożenia myta tylko na obcokrajowców.

Od znokautowania rządu PiS w stosunku 27:1 na szczycie Rady Europejskiej (RE) przez solidarnych prezydentów/premierów wszystkich pozostałych państw Unii Europejskiej (UE) upływa już tydzień, ale polityczny szok władcom kraju wcale nie przechodzi. Rządowa telewizja i radio nadal trąbią absurdalną tezę, że niezależni od siebie szefowie państw/rządów, popierający odnowienie mandatu Donalda Tuska w RE, idą na… pasku Niemiec.

Potwierdzeniem niedorzeczności takiego rozumowania było głosowanie w Parlamencie Europejskim (PE).

W środę w Strasburgu miażdżącym stosunkiem głosów 510:126, przy 55 wstrzymujących się i 60 nieobecnych, PE skrytykował w rezolucji Komisję Europejską (KE), ale pośrednio i Niemcy. Podkreślam okoliczność, że PE piętnuje KE, ponieważ w propagandzie PiS obie te instytucje przedstawiane są jako jednakowo wraże. Co bardzo istotne, we wspomnianym głosowaniu absolutnie zjednoczyła się 51-osobowa ekipa europosłów polskich. Przypomnę kilka przykładowych postaci, które harmonijnie przycisnęły ten sam guzik: w delegacji PO ultraliberał Janusz Lewandowski, w ekipie PiS radiomaryjny Mirosław Piotrowski, w grupce socjaldemokratycznej najbardziej lewicowy Adam Gierek, następnie ludowy specjalista od kwot mlecznych Jarosław Kalinowski, a nawet niezrzeszony Janusz Korwin-Mikke, którego zawieszenie w prawach europosła nie obejmuje głosowań. Po drugiej stronie, na również ponadpartyjnej liście przeciwników rezolucji i wstrzymujących się najwięcej jest zaś nazwisk niemieckich.

Rezolucja krytykuje planowany w Niemczech system opłat drogowych dla samochodów prywatnych.

W pierwotnej wersji mieli je ponosić tylko kierowcy zagraniczni, ale KE uznała, że byłoby to zbyt jaskrawą niezgodnością z prawem unijnym. Dlatego niemieckie ministerstwo transportu wymyśliło sprytne obejście — otóż mieliby płacić wszyscy, bez względu na kraj zarejestrowania samochodu, ale kierowcy niemieccy przy rozliczaniu podatku transportowego otrzymywaliby… zwrot opłaty drogowej! Arytmetycznie wychodzi na zero, ale wizerunkowo to bardzo sprytne. Rezolucja PE zasadnie oceniła taką kreatywną księgowość za niezgodną z unijnym traktatem. Europosłów szczególnie zdumiało, że na niemiecki chwyt nabrała się KE, która 1 grudnia 2016 r. przerwała prowadzone od 18 czerwca 2015 r. postępowanie przeciwko Niemcom w sprawie uchybień. W rezolucji PE zwraca uwagę, że „każdy krajowy system pobierania opłat drogowych, który dyskryminuje bezpośrednio ze względu na obywatelstwo lub jest powiązany z krajowymi środkami podatkowymi faworyzującymi obywateli danego kraju, np. z ulgą w podatku krajowym od pojazdów, przez co ma na celu głównie obciążanie opłatami użytkowników zagranicznych — stanowi naruszenie zasady niedyskryminacji zapisanej w art. 18 traktatu o funkcjonowaniu UE”. Europosłowie żądają od KE rzeczowego wyjaśnienia, na jakiej podstawie uznała, że pseudozmiana systemu opłatowego uzasadniła przerwanie postępowania.

Opłatowa rezolucja przy okazji poszła generalnie w przyszłość. Uznała, że w UE konieczne jest przyjęcie „wspólnych przepisów w celu ustanowienia spójnych, sprawiedliwych, niedyskryminujących i zharmonizowanych ram systemów opłat drogowych od wszystkich typów pojazdów”. Postulat słuszny i oczekiwany przez miliony kierowców, ale na razie nierealizowalny.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski