Nowy odcinek serialu: brexit

Rząd Jej Królewskiej Mości nie ma uprawnień do notyfikowania Radzie Europejskiej brexitu samodzielnie wprost na podstawie referendum.

Brexit Fot. Comfreak, Pixaby CC0 Public Domain,

Wygląda na to, że scenariusz brexitu napisał Alfred Hitchcock. Nad ranem 24 czerwca 2016 r., gdy ogłoszone zostały wyniki referendum, w Zjednoczonym Królestwie (UK) oraz Unii Europejskiej (UE) zatrzęsła się ziemia. Od tego czasu narasta groza, czyli niepewność co do warunków uwolnienia się Londynu z kajdanów Brukseli. Premier Theresa May poniosła porażkę przed Sądem Najwyższym (Supreme Court), który utrzymał orzeczenie Wysokiego Trybunału (High Court). Nie ma już wątpliwości, że do rozpoczęcia wychodzenia UK z UE konieczna jest ustawa uchwalona przez Izbę Gmin oraz Izbę Lordów. Rząd nie ma uprawnień do notyfikowania brexitu samodzielnie na podstawie referendum.

Trudno uwierzyć, że pani premier liczyła poważnie, iż uda się jej taki polityczny myk. Przecież brytyjski ustrój parlamentarno-gabinetowy jest dla demokratycznych systemów odpowiednikiem wzorca metra. Notabene projekt ustawy był przez rząd po cichu przygotowywany — dlatego wpłynie do parlamentu szybko. Wszak chodzi o honorowe dotrzymanie obwieszczonego całej UE terminu wpłynięcia wniosku secesyjnego — przed 25 marca, gdy wspólnota będzie galowo obchodziła w Rzymie swoje 60. urodziny.

W każdym razie na plan brexitu wchodzi nowy, kolegialny gracz. W obu izbach parlamentu przewagę mają politycy proeuropejscy. Szanując nieodwracalność wyniku referendum, mogą zdecydowanie sprzeciwić się wytyczonej przez Theresę May linii tzw. twardego brexitu. Zapowiada to batalię, w której podziały pójdą w poprzek partii. Dlatego chwilowo sytuacja bardziej niż dreszczowiec mistrza Alfreda przypomina czeski film — nikt nic nie wie.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski