Oby budżet uchwalony został spokojnie

Do Wigilii powinien zakończyć się nie jedynie pierwszy etap sejmowy, lecz wszystko.

Rząd uważa, że zaprojektował na 2018 r. budżet najlepszy na jaki Polskę obecnie stać

Abstrahując od wstrząsów społecznych, spowodowanych np. rozgrywką o sądownictwo — rok niewyborczy dla procedury budżetowej oznacza spokój. Dlatego bez specjalnych emocji przebiegło postawienie wczoraj przez Radę Ministrów formalnej kropki nad „i”. Najpóźniej w piątek 29 września, czyli w konstytucyjnym terminie, projekt ustawy budżetowej na 2018 r. wpłynie do Sejmu. Dochody ostatecznie zaplanowano na 355,7 mld zł, wydatki na 397,2 mld zł, zatem deficyt nie może przekroczyć 41,5 mld zł.

Rząd dysponuje w obu izbach parlamentu większością bezwzględną, zatem nieśmiało zgłaszam dwie prośby.

Pierwsza — aby ustawa budżetowa została ukończona, podpisana i opublikowana do sylwestra. Chodzi o to, by do Wigilii zakończył się nie jedynie pierwszy etap sejmowy, lecz wszystko. Zwłaszcza że w praktyce PiS projekt jest w Sejmie niemal nietykany, a Senat puszcza wersję sejmową bez poprawek. Może wreszcie końcowy artykuł budżetu nie będzie zawierał urągającego zasadom dobrej legislacji zapisu wstecznego „Ustawa wchodzi w życie z dniem ogłoszenia, z mocą od dnia 1 stycznia 2018 r.”, lecz wyprzedzeniowy „Ustawa wchodzi w życie z dniem 1 stycznia 2018 r.”.

I prośba druga — aby procedowanie przebiegło fair, co oznacza rozpatrzenie wszystkich wniosków opozycji kolejno, a nie aroganckie wyrzucenie ich do kosza hurtem. Ustawa budżetowa na 2017 r. została anormalnie przyjęta w Sali Kolumnowej w trybie, który skomentowałem tytułem „Owoc gwałtu na procedurze”. I biologicznie, i budżetowo taki owoc bywa okazem całkiem zdrowym, niemniej okoliczności jego poczęcia na zawsze pozostają grzeszne.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski