Obyśmy byli lepsi od Gwinei

Gdy liczba kandydatów z regionu równa się liczbie mandatów, wybór do Rady Bezpieczeństwa staje się tzw. oczywistą oczywistością.

FOT. UN

Członkostwo Polski w grupie gospodarczych potentatów G20 jest mrzonką, najbliższy szczyt prezydentów/premierów 7-8 lipca w Hamburgu władcy kraju co najwyżej poliżą przez szybkę telewizora. Dzisiaj zastępczo spełni się natomiast iluzja naszej globalnej potęgi na innym polu. W tajnym głosowaniu Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ) w Nowym Jorku wybrani zostaną na dwuletnią kadencję 2018–19, zgodnie z regionalnym przydziałem miejsc, następujący niestali członkowie Rady Bezpieczeństwa (RB):

Europa Środkowa i Wschodnia (1 kandydat na 1 miejsce): Polska

Afryka (2/2): Gwinea Równikowa, Wybrzeże Kości Słoniowej

Ameryka Łacińska i Karaiby (1/1): Peru

Azja i Pacyfik (1/1): Kuwejt

Sytuacja, gdy po długich uzgodnieniach liczba kandydatów z regionu równa się liczbie mandatów, jest komfortowa. Wtedy wybór staje się tzw. oczywistą oczywistością. ONZ liczy 193 członków, wejście do RB wymaga otrzymania co najmniej 2/3 głosów, czyli 129. W ostatnich latach wynegocjowani kandydaci zbierali od 177 do 187 głosów. Wynika z tego, że każde państwo ma na globie kilku lub kilkunastu nieżyczliwców. Na pewno miłe byłoby pokonanie przez Polskę przywołanej w tytule jako symbol Gwinei (Równikowej) i pozostałej trójki, a nie wejście do RB z wynikiem dopiero piątym…

Nawet bliskie sobie państwa z jednego regionu czasem prestiżowo idą na udry. Rok temu o miejsce Europy Zachodniej w latach 2017–18 (rotacyjni członkowie RB wybierani są piątkami, których kadencje o rok się „zahaczają”) rywalizowały Włochy i Holandia, czyli współzałożyciele Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej oraz NATO. W pięciu turach żaden z konkurentów nie miał szans na 129 głosów, w ostatniej padł remis 95:95. Dopiero wtedy oba rządy się dogadały i kadencję w RB podzieliły na roczne połówki: Włochy zasiadają w 2017, a Holandia obejmie mandat w 2018 (jej kandydatura też będzie dzisiaj głosowana). Polsce groziło starcie z Bułgarią, której dyplomacja była szybsza od naszej i zebrała więcej tzw. poparć. Żaden z rywali nie zebrałby jednak 2/3 głosów i musielibyśmy zastosować model włosko-holenderski. Ale w grudniu 2016 r. Bułgaria się wycofała, m.in. z powodu wewnętrznego chaosu rządowego, co automatycznie dało wybór Polsce.

W XXI wieku niestałym członkiem RB będziemy pierwszy raz. PRL sprawowała mandat cztery razy, w latach: 1946–47, 1960 (rok 1961 odstąpiliśmy Turcji), 1970–71 i 1982–83, natomiast III RP tylko raz, 1996–97, po pokonaniu w głosowaniu ONZ regionalnej rywalki Albanii. Ponownie zgłosiliśmy się na kadencję 2010–11, ale rząd Donalda Tuska rozsądnie się wycofał po rozeznaniu, że Polska nie ma szans z… Bośnią i Hercegowiną. Ustępując od razu jednak zarejestrował kandydaturę na lepszy termin 2018–19. Dlatego dzisiejszy wybór potwierdzi ogromną wartość jakże rzadkiej u nas ciągłości w polityce międzynarodowej. Fundamenty sukcesu położył minister Radosław Sikorski, a budowali jego następcy Grzegorz Schetyna i Witold Waszczykowski. Prezydenci Bronisław Komorowski i Andrzej Duda zaś lobbowali podczas sesji ONZ oraz spotkań z głowami innych państw. Przypominam tę listę, ponieważ spijająca obecnie śmietankę ekipa PiS całkowicie wygumkowuje dorobek poprzedników, co bardzo jaskrawie wyszło m.in. podczas warszawskiego szczytu NATO.

Jacek Zalewski
Jacek Zalewski